6 sty 2011

Chodźmy do Demolu!

W ramach postanowień noworocznych nadrabiam zaległości. W popkulturze zaległości. Bo ja kocham popkulturę i to nie są żarty. Jestem np. wielką amatorką złego kina i jeszcze gorszych seriali. Taki np. „Merlin”, gdzie bohater pływa sobie w jeziorze w pełnej zbroi płytowej. Czy to nie jest uczta dla oczu oraz intelektu? (speaknig of, bardzo mnie urzekło zasłyszane w – a jakże – jankeskim serialu „How I met your mother” określenie „eye broccoli” ; w „Merlinie” większość aktorów to zdecydowanie brokuły dla oczu są). Przypomniał mi się od razu historyczny (dziś rzekłoby się „kultowy”) serial „Herkules”, w którym na własne (pełne brokułów) oczy widziałam scenę z udziałem Homera, startującego w konkursie aojdów wraz z konkurentem opowiadającym o powstaniu Spartakusa*. Radość moja była przeogromna i być może nawet mój pęcherz w ramach ogólnoustrojowej fiesty dał wyraz swemu entuzjazmowi odrobinę.

No ale. Nie każdy zły serial będzie cieszył widza takimi wyrafinowanymi smaczkami. Koneser złego kina znajdzie je niestety głównie w serialach importowanych. Rodzime produkcje mają bowiem działanie silnie zakwaszające organizm – po obejrzeniu odcinka „Na wspólnej” miałam ochotę odgryźć sobie głowę i pobić się nią na śmierć. Zostaję zatem przy towarach zagranicznych.

Nadrabiam więc swe karygodne zaległości oglądając „That 70’s Show”. Niestety nie jest to serial z gatunku złych, ale nic straconego. Nadrabiamy napisami! Bo na przykład tak – jedna z bohaterek wychodzi z domu opatrzona bladożółtym sprężynkowatym afro pod względem głowy. Widząc ją sąsiad wykrzykuje „Well hello Harpo, where is your harp?” przy czem napis pod spodem mówi nam “Witaj harfiarko, gdzie Twoja harfa?”. Prawda, że blond afro i harfiarka czynią znakomity żart sytuacyjny? No ale czepiam się, być może tylko osoby liczące sobie 150 lat, tak jak ja, wiedzą, jak wyglądał i kim był Harpo Marx. Ale dla młodszej widowni mamy coś na czasie – „Let’s go the mall” mówi jedna z bohaterek, a napis objaśnia nam „Chodźmy do Demol”. A jakże, chodźmy!

Poszliśmy nawet z Sykofantą i A. do Demolu ostatnio i próbowaliśmy namówić A. do rzucania w ludzi roztartym na miazgę brownie , oferując po 50 zł od każdego za dokonanie tego heroicznego czynu, ale skubana A. zarządziła wyjście z Łejnskofi zanim zdążyła się zdecydować. A szkoda, bo po minach klientów przy sąsiednich stolikach widziałam , że już się szykowali na jakiś sążnisty odwet przeprowadzany za pomocą wrzącej kawy. Byłaby może porządna zadyma na mieście, w Demolu znaczy się, bo jak wiadomo w stolicy wesoło i zadymiarsko jest, o proszę:




A w Nowym Roku dużo szczęścia i cudów jak w porządnych złych serialach! I oby nam nikt napisów rodem z jelita grubego nie dorabiał, o.

___
*kto tam nie pamięta, temu przypomnę, że być-może-istniejący Homer być-może żył jakieś 7 wieków przed na-pewno-istniejącym Spartakusem

4 komentarze:

  1. widzę, że projekt warszawiak podoba się wszystkim :-) większość moich znajomych/polubionych stron na fejsie wrzuciła teledysk (łącznie z Krytyką Polityczną). zaiste jest on ucztą dla oka, a i dla ucha nie jest niemiły.

    Demol jest niezły ;-) może w autorze napisów drzemie ukryte głęboko pragnienie demolki tegoż?

    OdpowiedzUsuń
  2. A taaaak... That 70s Show jest serialem bezkonkurencyjnym.
    Mój ulubiony odcinek to s01e17 - The pill :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Miguel -> Projekt Warszawiak wymiata :) Z miejsca się zakochałam, jak ich usłyszałam kiedyż w radiu, a teledysk tylko mą miłość ugruntował.

    Dahoovka -> Dobry odcinek, to prawda!

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, to mamy te same napisy :)
    Zresztą napisy do niektórych odcinków H.I.M.Y.M. też są równie ucieszne co sam serial, na nieco innym poziomie ucieszności.
    (np. "nie wiedziałem, że umiesz robić krepy?" - no bo kto by się spodziewał!)

    OdpowiedzUsuń