27 lut 2011

W głowie kłębowisko

Kutno mi zaowocowało pospolitym ruszeniem w głowie, wiosną ludów i ogólnym podnieceniem z poplątaniem. I choć wcale nie spędziłyśmy tych paru godzin na wspominaniu wspólnych wycinków młodości, to młodość sama się we mnie jakoś aktywowała i teraz wrze.

Tymczasem zaś śniło mi się, że chce mnie zjeść Kraken. Bo miałam nieodpowiednie nazwisko, dlatego chciał mnie zjeść. No i wymyśliłam, że mu ucieknę frunąc, bo Krakeny nie latają. I frunęłam, ale w dziwnej pozycji, bo na plecach, i nisko nad ziemią, a ten cholerny Kraken mnie gonił i wyskakiwał do mnie jak pies, co chce ugryźć. A że frunęłam wolno i nisko, to czasem mnie nawet podgryzał. Więc wymyśliłam, że ucieknę do Francji, i frunęłam nisko nad polem pełnym zasieków z drutu kolczastego, ale Kraken te zasieki przeskakiwał i gonił mnie dalej. I dopiero jak przeleciałam przez furtkę ogrodową, która była wrotami Francji, to się odwalił ode mnie. We Francji czekał Sykofanta, żeby mi wyjaśnić, że odkrył tajemnicę chirurgii plastycznej, i że nie warto robić sobie przeszczepu skóry na twarzy, bo oni je na odwal robią i nawet koloru skóry nie chce im się dobierać, żeby pasował. A potem poszliśmy na plażę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz