9 mar 2011

Wyjść na pustynię

To jest trzeci Wielki Post w moim życiu.

Pierwszy poprzedziła bezpośrednio śmierć mojego taty. Niedobrowolnie musiałam się wyrzec ukochanej osoby – to było zdecydowanie o wiele wiele więcej, niż można zakładać na okres pasyjny. Tak wiele, że nie znajduję niebanalnych słów, żeby o tym opowiedzieć.

Drugi był pierwszym przeżywanym świadomie oraz bardzo nieporadnie. Coś sobie postanowiłam. Czegoś się wyrzekłam. Czegoś się chciałam nauczyć. A wyszło tak… po ludzku, kulawo.

I teraz trzeci. I pewnie też tak będzie, kulawo, nieporadnie. Ale za to po raz pierwszy patrzę na okres pasyjny jak na szansę. Szansę, żeby wraz z wyrzeczeniem się pewnych rzeczy wyrzec się choć trochę tego, co zazwyczaj biorę za samą siebie, a co jest tylko częścią tego, kim jestem, i to nierzadko częścią ułomną, ciągnącą w tył. Przebaczyć. Przestać się bać. Zawalczyć. Wyjść na pustynię i spotkać tam samą siebie. Taką jaką jestem – ułomne stworzenie Boże, które upada, ale podnosi się za każdym razem wierząc, że Ktoś w górze wierzy w moje siły bardziej niż ja sama. Że patrzy na mnie z troską jakbym była jedynym człowiekiem na ziemi, choć wokół mnie miliony takich samych jak ja, tak samo upada i podnosi się w tym Bożym spojrzeniu.

Wyrzec się części siebie po to, żebym sama sobie przestała zasłaniać Boga obecnego w każdym napotkanym człowieku. Próbować wciąż, choć to się wydaje niewykonalne.

2 komentarze:

  1. Nie tłumacz się, że wrócisz, gdy staniesz się Go godna: gdy wyzwolisz się ze swych nałogów, gdy zwalczysz wady, gdy rozwiążesz swoje problemy życiowe.
    Nie chciej sie nawracać sama - nie starczy ci życia. On tego wcale od ciebie nie żąda. Nie żąda nawet pierwszego kroku; wystarczy nieśmiałe podniesienie głowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. A nie, wcale się nie chcę sama nawracać. To nie tak :)

    OdpowiedzUsuń