15 kwi 2011

Frankie goes to...

Spostrzegłam z niekłamanym przerażeniem, że nie umiem już odpoczywać. Gdy czasem przez przypadek wdepnę w wolnostojącą kulkę wolnego czasu, wpadam w lekką histerię, jak ktoś, kto został zaproszony na imprezę pierwszy raz od 20 lat i zastanawia się, czy to było zaproszenie podyktowane szczerą sympatią, czy też chęcią upicia, założenia gaci na głowę i spuszczenia tejże głowy w kiblu ku ogólnej uciesze okrutnej gawiedzi.

Nie umiem się zrelaksować. Jedyne, co przynosi mi ulgę, to sporządzanie listy zadań w google calendar. I porządkowanie ich, odhaczanie a potem dodawanie nowych.

Wolny czas jest dla mnie czymś mitycznym i przerażającym niczym Yeti. Może dlatego wieczorem zamiast brać kąpiel w aromatycznych olejkach i czytać relaksujące książki o gospodyniach domowych odnajdujących swą zagubioną duchowość na wycieczce w Indiach, walę się jak kłoda tam gdzie stoję, niczym narkoleptyk, żeby obudzić się rano z bólem głowy i wyrzutami sumienia? Nie mam cukrzycy ani depresji, tylko po prostu zbyt mnie stresuje myśl, że mogłabym się nie stresować?


4 komentarze:

  1. a ja właśnie teraz uczę sie odpoczywać, niby jestem chora, ale całkiem sprawna już, nie brałam dziś nawet witamin (tylko katar zalewa mi mózg) i zaleglam na sofie. Na mnie zaległ kot, obok woda z imbirem i cytryną (takie lekkie uzależnienie). Leżę i czytam, czasem sprawdzę pocztę i blogi. Nałogowa allegro, ale sie odzwyczajam.

    a najbardziej relaksuje mnie układanie ubranek w szafie Młodej, sukienki, rajstopki, kolory ... :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Synafio: chodzi Ci o to, że jesteś tak zmęczona, że na nic nie masz siły? Tutaj trudno coś doradzić, czasem bywają takie okresy w życiu, że niewiele można robić w czasie wolnym, poza spaniem. Przy czym oczywiście złota myśl w stylu "no to się wyśpij, skoro możesz" jest bardzo łatwa... Gdy udzielona komuś innemu.

    Czy o to (jak rozumiem), że w, rzadko się przytrafiającym, czasie wolnym nie wiadomo właściwie, co robić? Bo stare hobby, zainteresowania, ulubione czynności już tak nie bawią, wręcz męczą, a pomysłów na coś nowego brak?

    W tym drugim przypadku... Mądrych porad również nie mam, sam walczę (chociaż czasu wolnego mam na pewno więcej od Ciebie). No i pewnie nie porad oczekujesz, tylko wysłuchania. ;-)

    Czasem muszę się wręcz zmuszać do pewnych rzeczy - np. do odrobiny jazzu przed snem. Lubię słuchać, ale zwykle "zapominam" jakby o tym, że sprawia mi przyjemność. Ćwiczenia - dodają kopa energetycznego, ale muszę zacząć natychmiast po przyjściu z pracy, póki jestem jeszcze "nabuzowany", bo potem się nie chce. I tak dalej.

    W sumie śmieszne to, traktowanie przyjemności i relaksujących czynności jako kolejnego obowiązku, własnej osoby jako kolejnego "klienta" do obsłużenia. Ale czasem nawet działa.

    OdpowiedzUsuń
  3. @J:A to miłego chorowania :)

    @Orlinos: Wiesz, chyba i jedno i drugie, a najbardziej trzecie, czyli że jako matka-pracująca-nigdy-nie-śpiąca wprowadziłam się mimowolnie w taki stan umysłu, w którym wydaje mi się, że odpoczynek to rzecz zdrożna, czas ukradziony obowiązkom i rodzinie, i że mam w te pędy zacząć sprzątać, bo "nie godzi się!". I wiem, że to głupie, ale jakoś tak wmontowane z tyłu głowy, ze zaczyna działać zanim się zorientuję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Synafio: a to ja się o poczuciu obowiązku nie wypowiadam, bo nie posiadam. To może oddaj mi trochę swojej obowiązkowości, skoro masz w nadmiarze. Przyda mi się.

    A na poważnie, to ciężko z tym walczyć chyba. Moja mama dopiero na początku pięćdziesiątki zaczęła sobie odpuszczać, pozapisywała się na różne zajęcia, do klubu żeglarskiego itp.

    Inna sprawa, że z wysłuchanych czasem urywków rozmów, mam wrażenie, że również tym klubem ekscytuje się w sposób kojarzącymi mi się z "obowiązkowością". Tam są ciągle jakieś intrygi, ktoś kogoś podchodzi, oszukuje, wymiguje się. Ech.

    OdpowiedzUsuń