28 cze 2011

Pan X miał zawał

Pan X miał zawał. Drugi to już zawał był, bo pierwszy Pan X przechodził, nie wiedział nawet, że miał. Ale drugi to już go powalił ostro. W szpitalu go potrzymali trochę, zbadali, a potem wypuścili i powiedzieli, że ma się zgłosić za 3 tygodnie na udrożnienie żył. Pan X wrócił do domu, ale pomyślał sobie, że 3 tygodnie nie będzie czekał. Postanowił zasymulować, że mu słabo, i zgłosił się do szpitala po kilku dniach. Przyjęto go na oddział i jeszcze tej samej nocy akcja serca ustała mu po raz pierwszy. Podjęto reanimację - z sukcesem. W ciągu kolejnej doby serce pana X stanęło jeszcze 3 razy. Reanimowano go już byle tylko uratować - bez żadnych żeli do defibrylatora, stąd poparzenia na klatce piersiowej. Ale udało się. Pan X żyje. Jakby nie zasymulował, to by już nie żył, w domu by pewnie umarł we śnie. Czasem oszustwo ratuje życie.

Tej reanimacji prądem to pan X nikomu nie życzy - jak się obudził, czuł się tak, jakby mu ktoś bejzbolem na dyskotece w łeb przyjebał. Dźwięczy wszystko i huczy w głowie. No ale grunt, że żyje. Tylko co to za życie teraz będzie. W sercu jakieś rurki, jakieś metalowe płytki. Zawodu pan X nie będzie mógł wykonywać przez pół roku. A dom chciał właśnie młodszemu synowi stawiać. Bo skoro już tak szczerze rozmawiamy, to pan X jest z domu dziecka. No i chciał dzieciom dać wszystko to, czego nie miał, chciał dać to, co najlepsze. A teraz co. Wiertarki nawet w ręku nie może trzymać, ręki wysoko podnieść nie może, żeby mu kable z serca nie wyszły.

Przejebane to życie jest, naprawdę, pan X to wie. No ale z drugiej strony, grunt że żyje, może się wnuczków doczeka. Sam dwóch synów ma, swoje możliwości już poznał, hehe, no to zobaczymy, co też młodzi teraz zmajstrują. Jedna zaleta tego zawału, że jak synowie usłyszeli, że to od fajek, to od razu rzucili palenie. Długo to może nie potrwa, się zobaczy, no ale teraz nie palą.

Jak się tak czeka na coś, to się dłuży czas strasznie. Człowiek myśli, że spał godzinę, a spał dziesięć minut, i kurwa kiedy się ten dzień skończy. Byle do wieczora, łyknąć proszki i zasnąć. A badanie to najprędzej w poniedziałek, teraz weekend, nie ma kto badań robić. Pan X musi wracać, bo jeszcze lekarz zobaczy, opieprzy.

Pan X dostał swoje życie jeszcze raz.

15 komentarzy:

  1. romantyczna ta historia,
    fajna i w ogóle, ale ja, wiem to okropne, zamiast wdzięczności czułabym złość.
    Pan X jest pewnie człowiekiem pokornym, ja nie. życie w wersji okrojonej, życie w wersji bez dodatków i updatów, to już trochę mniej bawi. Jednak. ;P

    OdpowiedzUsuń
  2. @J: Wiesz co, ja nie wiem tak naprawdę, czy X jest człowiekiem pokornym, czy czuje złość czy wdzięczność - wszystko co wiem, to mi opowiedział w ciągu pół godziny przed szpitalem i to starałam się zapisać - bo spotkaliśmy się pierwszy i zapewne ostatni raz w życiu. Co on czuje - ja nie wiem. Ale zapisałam tę jego historię, bo czuję, że to spotkanie z nim było jakoś dla mnie ważne. Mam kilka takich historii jeszcze do opisania.

    OdpowiedzUsuń
  3. Super blog! Obserwuję! Zapraszam do mojego bloga http://samtopotrafisz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Synafia- rozumiem :) Natomiast ja mam skłonność (okropną) do odnajdowania w historiach zadziorów, które psują puentę. Poza tym, wszystko oceniam. Straszna cecha.

    Uścisk poranny :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Synafio- już po 12, koniak proszę ;))) (w sumie to wodę mineralną, gdyż na nocnej imprezie nie żałowałam sobie procentów i nikotyny, czuję się jak zwłoki ..;D)

    OdpowiedzUsuń
  6. J. - woda raz! a widzisz, ja się czuję jak zwłoki, a z imprez zaliczyłam wczoraj tylko gotowanie sosu paprykowo-pieczrakowego i malowanie paznokci na czerwono. Hm. Może jednak koniak?

    OdpowiedzUsuń
  7. :) o rany ale prowadzisz harmonijne i uporzadkowane zycie :)) Eko nawet :)

    Ja niestety nie znam umiaru jeśli chodzi o ruch, towarzystwo i "dzianie się". Tysiąc miejsc i rzeczy naraz.

    Koniak. woda. I duzo lodu :D

    OdpowiedzUsuń
  8. A- widziałam że chcesz czytać Cynamona i Trusię, jak nie masz to mogę Ci przesłać, bo moja Młoda już wyrosła z tej książeczki :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Eko? Ja myślałam, że raczej nuda :D

    Ja nie znam umiaru jeśli chodzi o spanie, ale nie uprawiam go nazbyt często. Jeśli chodzi o książkę, to chętnie, to się musimy na priv zgadać. Teraz natomiast dostałam bardzo złą wiadomość. Więc zawijam się.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Bucholc nie żyje! pan wie?... Miał fabryki, miał miliony, był całym hrabią i nie żyje!

    A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam protestowane weksle, ale ja żyję!

    Pan Bóg jest dobry, Pan Bóg jest bardzo dobry! "

    powiedział kiedyś reymont

    OdpowiedzUsuń
  11. nie na temat, ale jednak:
    o jacie.
    jedna z nielicznych ostoi bez wulgaryzmów właśnie zniknęła z powierzchni ziemi.
    szkoda mi, Synafia.
    bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Lis: Nie wiem co na to pan X. Ale ja - tak, właśnie tak :)

    @Anonimowy: Szkoda, że Ci szkoda :) Tę garść zapisków zrobiłam po to, żeby ocalić w pamięci pana X. A Pan X nie jest ostoją bez wulgaryzmów. I szczerze - wcale mi to nie przeszkadza. W czym innym niż język widzę wartość jego opowieści, dlatego nie miałam zamiaru go cenzurować.

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmm. Myślę, że to jednak raczej pozytywna opowieść. Wiele osób nie ma takiego "szczęścia". Pan X żyje, ma rodzinę, jakieś perspektywy się rysują, oby zdrowotne sprawy się pozytywnie rozwiązały. A że wersja okrojona ktoś z komentujących powiada, no cóż, tak naprawdę każda jest okrojona:).

    OdpowiedzUsuń
  14. @Luiza: Dla mnie to bardzo pozytywna opowieść. Tylko że ja ją usłyszałam z ust konkretnego człowieka, który się nie poddał, a przekazuję ją słowami, które tu na blogu ciężko jest przepełnić taką emocją, jaką miał w sobie pan X.

    OdpowiedzUsuń