6 lip 2011

Jej życie

Za mąż wyszła bardzo młodo, jak na nasze współczesne standardy. Pierwsze dziecko urodziła w wieku 21 lat. Chłopczyka. Ale chłopiec poważnie zachorował. Na raka. Zmarł, gdy miał 3 lata.

Już wówczas była w ciąży z drugim dzieckiem - córką. Córka urodziła się zdrowa. Ale całe życie chuchali na nią z mężem i dmuchali, bali się bardzo. Dziś druga córka ma 32 lata i wszystko jest dobrze. Córka jest trochę zła o to, że była ciągle trzymana pod kloszem. Że rodzice tak się z nią ciągle cackali.

Trzecie dziecko nie się urodziło wcale - poroniła. Zaraz potem poważnie zachorowała. Długi czas spędziła w specjalnym namiocie tlenowym, zarazki mogły ją zabić. Martwica skóry. Wizyty męża tylko w sterylnych warunkach. Dotyk tylko przez gumową rękawiczkę. Trwało tak długo, że gdy w końcu mogła wrócić do domu, jeszcze na wózku inwalidzkim, córka bała się do niej podejść.

W międzyczasie z mężem układało się różnie. Bywało kiepsko. Kryzysy. Ale jakoś przetrwali. Są ze sobą do dziś.

Czwarte dziecko miało się nie urodzić. Gdy zaszła w ciążę, lekarze zalecali aborcję. Powiedzieli, że ciąża poważnie zagraża jej zdrowiu, nawet życiu. Że dziecko może urodzić się poważnie chore. Nie zdecydowała się na aborcję. Urodziła zdrową dziewczynkę. Dziewczynka ma teraz 26 lat. Dwa lata temu wyszła za mąż.

Ta dziewczynka to moja dobra koleżanka. Znamy się od 5 lat. Ale dopiero teraz poznałam historię jej rodziny, jej mamy. Kobiety, o której nie piszą gazety, o której nie powstał film. Kobiety, która cierpiała, walczyła i przetrwała.

1 komentarz: