Cicho
Błąkam się ostatnio gdzieś między swoimi fobiami i obsesjami, a silnym pragnieniem porządku, spokoju i wolności od sztucznie tworzonych potrzeb. Stąd moje lekkie zauroczenie minimalizmem, o którego istnieniu nie wiedziałam, dopóki nie natknęłam się przypadkiem w sieci na Minimalistkę .
Bardzo chciałabym schwytać więcej takich chwil, jakie przydarzyły mi się wczoraj.
Gdy Dziobalinda szła obok mnie dmuchając bańki, wzlatujące w górę stadami i wirujące kolorowo w późnosierpniowym powietrzu.
Gdy leżałyśmy obok siebie na kanapie czytając czwarty raz z rzędu tę samą książeczkę o tym, jak Mała Księżniczka nie chciała się przeprowadzić do nowego domu.
Gdy Dziobalinda obudziła się z popołudniowej drzemki i przyszła do mnie twierdząc, że w zasadzie to jeszcze śpi. Po czym położyłyśmy się obie na kanapie i w ciszy patrzyłyśmy w okno. A na tym oknie, na tle nieba, stał dumnie wyhodowany rękami mojego Małżonka mały dąb (po 3 latach od włożenia żołędzia do doniczki wypuścił w tym roku ...