6 mar 2012

Co jest

To już zostało ustalone, że nie mam w sobie wiele ambicji. Pełno za to we mnie pragnień. Pragnę wielu rzeczy - miłości, spokoju, szczęścia - dla moich bliskich i dla mnie, ale chyba najbardziej pragnę stać się kiedyś mądrym człowiekiem.

Obowiązkowym warunkiem mądrości jest więc rozróżnienie tego, co jest, od tego, co nam się wydaje, że jest. - pisze w najnowszych "Charakterach" Alosza Awdiejew, a ja się z nim bardzo zgadzam. Pewnie dlatego od czasu do czasu zadaję gwałt sama sobie i zmuszam się do patrzenia i słuchania tam, gdzie wcale nie chcę. Nie chcę, bo jestem przeciwna, ale - uczciwie rzecz ujmując - boję się, że mogłoby się okazać, iż mój sprzeciw nie jest do końca uzasadniony.

I tak się rzeczywiście zdarza. Zdarza się, że po takim akcie odarcia się z własnych spostrzeżeń i wsłuchania się w spostrzeżenia cudze - zmieniam zdanie. Zaczynam widzieć inaczej, nawet, jeśli nie dokładnie tak samo, jak osoba, której spostrzeżenia zmieniły moje własne. Zaczynam dostrzegać, że tylko "wydawało mi się, że jest" coś, co tak naprawdę wygląda jednak inaczej. I muszę przyjąć z pokorą to, że się myliłam. Wcale to nie jest przyjemne ani proste, ale z każdym kolejnym razem jest coraz łatwiej. I przynosi mi coraz większe poczucie wolności  - wolności od dążenia do tego, by być kimś, kto "ma rację".

Dlatego nawet teraz, gdy wiem już znacznie więcej, niż wiedziałam kiedyś, nadal mam świadomość, że jest to wiedza ułomna i szczątkowa. I że zawsze się mogę pomylić. Nie myli się tylko Ten, który "Jest Tym, który Jest" a nie "Jest, kim chciałby sam siebie widzieć".  Ja zaś, choćbym nie wiem ile sympatii miała dla samej siebie, Nim nie jestem i nie będę. Mogę tylko dążyć do Niego. I na tej drodze próbować stać się kiedyś mądrym człowiekiem.



2 komentarze:

  1. no tak...
    w sumie miałam napisać, że absolutnie sie zgadzam, ale zaraz potem dopadło mnie typowe zwątpienie ;))
    bo ja uważam, że wszystko nam się wydaje i jest prawdziwe jednocześnie.
    Zauważyłaś, że moim mottem życiowym jest: Nie widzimy rzeczy takimi, jakimi są. Widzimy je takimi, jakimi my jesteśmy. (Anais Nin). Nie widzimy świata inaczej jak tylko przez to kim jestesmy i jacy jesteśmy. Nie ma żadnej prawdy. Co jest?
    Co?
    To, co ja widzę, czy to co widzisz Ty? A jesli patrzymy na to samo i widzimy różne rzeczy to która z nas widzi, co jest?



    "I tak się rzeczywiście zdarza. Zdarza się, że po takim akcie odarcia się z własnych spostrzeżeń i wsłuchania się w spostrzeżenia cudze - zmieniam zdanie. Zaczynam widzieć inaczej, nawet, jeśli nie dokładnie tak samo, jak osoba, której spostrzeżenia zmieniły moje własne. Zaczynam dostrzegać, że tylko "wydawało mi się, że jest" coś, co tak naprawdę wygląda jednak inaczej. I muszę przyjąć z pokorą to, że się myliłam." - a jeśli to co widzisz teraz to znów złudzenie? Bo dla trzeciej osoby rzecz wygląda całkowicie inaczej? Karmimy się złudzeniami, przyjmujemy cudze racje, jestesmy empatyczni, jesteśmy otwarci. Ale to nie znaczy, że widzimy rzeczy takie, jakimi są. Widzimy je takimi jakimi my jesteśmy ;)) Obiektywizm nie istnieje.

    A mądrym człowiekiem już jesteś. Ja widzę w Tobie i mądrość i pokorę i wielkie pokłady empatii, mimo, że Ty nie zawsze w sobie to widzisz :)))
    Całus :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @J: Ty za dobra dla mnie jesteś, naprawdę. Dzięki :*

      I tak, jak głębiej na to spojrzeć, to masz rację. Bo ja myślałam sobie o takich sprawach trochę prostszych - np. o tym, jak to poszłam na premierę filmu nt. katastrofy smoleńskiej, sponsorowanego przez Gazetę Polską, której nie czytam, z wymową jawnie polityczną, sprzyjającą opcji, której nie popieram. I jak się nieswojo czułam na widowni, a jednak zagryzłam zęby i postarałam się obejrzeć bez uprzedzeń - i zobaczyłam drugą stronę medalu, o której wcześniej nawet nie myślałam. I myślę, że zrozumiałam więcej, a na pewno zadałam sobie pytanie, co ja zrobiłabym na miejscu tych ludzi- rodzin ofiar. Bo to ich oczami i ustami był ten film opowiedziany.

      No ale nawet zmieniwszy kąt patrzenia, nadal patrzę przez pryzmat samej siebie, to prawda. Więc owszem, pełne dotarcie do prawdy nie jest możliwe. O to mi zresztą chodzi w ostatnim zdaniu - że pełnej prawdy nie mogę doświadczyć, bo nie jestem Bogiem, co mnie jednak nie zwalnia z dążenia do niej. Skoro już jest tak, że sama dla siebie jestem przeszkodą, to przynajmniej staram się tę przeszkodę zmniejszać tyle, ile się da. Przede wszystkim pamiętając o tym, że to, co widzę, to często jest bardziej prawda o mnie, niż o kimś drugim :)

      Usuń