8 lis 2012

Awanturki



W mieszkanku opodal górki
Mieszkają Złe Awanturki

Ta pierwsza jest z tego powodu,
Że się kurtką trza chronić od chłodu.
Druga – że zaciął się zamek,
Trzecia- że za wczesny poranek,  
A jeszcze, że bajek za mało,
Że jeść żelki by ciągle się chciało,
Że nie można gryźć, krzyczeć i kopać,
I że tata znów poszedł rabotać.
Awanturka ostatnia jest o to, 
Że jest mama okropną niecnotą. 

Więc czy trzeba się napić cyjanku,
By nie było Awanturek w mieszkanku?

_____

W dniu wczorajszym Dziobalinda zrobiła tak profesjonalną Awanturkę, że chciałam dzwonić po policję, żeby mnie zabrali do pogotowia opiekuńczego, a Dziobalindzie wlepili mandat za znęcanie się nad matką. Awanturka była o to, że trzeba założyć polar, jak się wychodzi na dwór, bo listopad jest. Od polaru, przez zacięty zamek i niechęć do zakładania czapki, przeszłyśmy nie wiem jak i kiedy do bitwy, którą chwilowo odczułam jako moją prywatną bitwę pod Zamą - wyszłam z niej bowiem zrujnowana psychicznie do szczętu. Choć dla Dziobalindy było to chyba pyrrusowe zwycięstwo.

Są takie dni, kiedy zupełnie serio pytam się sama siebie, czy ja się do tej roboty w ogóle nadaję? No ale umowę mam na czas nieokreślony, etat pełny, nie mogę się teraz wycofać, a i opieprzać się nie wypada. Wstałam więc dziś znowu i kombinuję, jak to zrobić, żebyśmy obie z Dziobalindą zdrowe psychicznie i fizycznie powitały również jutrzejszy dzień.
 

16 komentarzy:

  1. myślałaś o puszczeniu jej bez polaru? po 5 minutach by zmarzła i dała się ubrać. ze szkodą dla organizmu niedużą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak właśnie czyni moja znajoma - dziecko nie chce kurteczki? Spoko, wychodzą bez kurteczki, dziecku za drzwiami zawieje i zakładają. Ale rozumiem, że Synafii może być trudno przyodziać dziecko, kiedy ma już na sobie w chuście dziecko numer dwa.

      Synafio, Ty się nie denerwuj (rzeknę z wysokości braku doświadczenia, prawda). Każda mama tak ma. I czasem włos rwie z głowy i ryczy niczym ranny łoś, i nawet by ukatrupiła własnoręcznie. A te awantury są po prostu nieodzowne, żeby Dziobalinda wypróbowała granice swojej wolności jako jednostki. I ona tak będzie wypróbowywać całe życie, co jakiś czas. Po trupach, w tym trupie rodzicielki.

      Wykoncypuj jakąkolwiek taktykę i się jej trzymaj w miarę - bo tu nie tyle taktyka jest ważna, ile konsekwencja, która daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Rzekłam.

      (I przeklej mi ten komentarz za parę lat, dobra? ;p)

      Usuń
    2. @Lis: Nie pomyślałam, w istocie. Wizja spędzenia kolejnych 2 tygodni z chorą Dziobalindą i ząbkującą Giganną w jednym mieszkaniu 24 h na dobę przeraziła mnie tak, że mi odcięło dopływ tlenu do mózgu ;) Ale to dobry pomysł, spróbuję zastosować.

      Usuń
    3. @Lusa: Dzięki! :D I oczywiście zachowuję ten komentarz dla Ciebie, na za cztery lata :) Będę do strzec jak cennej recepty!

      Usuń
  2. A ja wczoraj zalożyłam się z własnym dzieckiem o to, czy potrafi
    przeżyć dzień bez awantury... o stówkę ze skarbonki ... nawet jeśli bój się okaże ciężki to i tak przyjemnie będzie wydać pare złotych :)
    No a jak się Matki nie szanuje, to może chociaż mamonę...

    Pozdrawiam
    Malgo

    P.S. Komentarz " O dobrym ojcu i hipermatce od kulek z filcu"
    stał się moją poranną modlitwą. Taki tekst zasługuje na NOBLA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Malgo: O, to też jest dobra myśl! Również rozważę, ale ja to się będę zakładać o żelki ;)

      Nobla niech mi przyznają, jeśli moje dzieci będą mnie jeszcze lubić za 30 lat. A to wielce niepewne jest.

      Usuń
    2. Za 30 lat bedą Cię uwielbiać, podziwiać i błogosławić ... głownie pytając o radę w sprawie własnych Potomko-Potworków
      Myślę,że tak za 10-15 lat to czas na niewymuszone lubienie bo potem to już z górki:)

      malgo

      Usuń
  3. a jak se siedzę i dumam

    dziś rano pożarłam się z Młodą, o banał- ona nie przyjmuje treści, które wypowiadam, ja z wywieszonym jęzorem lecę, a ona mi z wysokości sofy komunikuje, że jeszcze sie rozdział Dzieci z Bullerbyn (do sniadania audiobook być musi) nie skończył i ona się nie ruszy.
    Ja piana na pysku, ona w płacz. Ja się nakręcam, ona spazmuje.

    BEz sensu to wszystko. Przytuliłam, osmarkany nos wytarłam i se myślę- no dobra, nic to. Kocham ją i ona mnie kocha, ale czasem nam komunikacja szwankuje.

    Bez polaru przy 5 st. bym nie puściła, gdyż jednak wizja tygodnia w domu z temperaturą nie jest wizją wymarzoną. Aczkolwiek moja biega bez czapki, rękawiczek itp. Bo mówi, że jej ciepło. A to jej od-czucie, nie moje, więc mi to tito ;))

    Całuję czółko :* Wierszyk piękny.
    Jaka Ty jesteś kreatywna :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @J: Czyli, że nie będzie lepiej? Ze dziecię nie wyrasta z tego z wiekiem, tylko modyfikuje? Ehh...

      Jestem kreatywna, bo inną opcją jest odgryzienie sobie głowy ;)

      Usuń
  4. Fiu, fiu. Też często rozważam opcję pogotowia opiekuńczego. To może być jakieś rozwiązanie. Rad nie daję, bom sama w kłopocie. Ale rozumiem. Każdego dnia, rano, wieczór i w południe. I jeszcze kilka dodatkowych razy Starszak mi daje do wiwatu. Chociaż u nas jest niewielka poprawa, jeśli to Ci może dać jakąś lekką nadzieję....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Podmiejsko: Dzięki, łapię się każdej nadziei, nawet lekkiej :)

      Usuń
  5. A u mnie bywa jeszcze gorzej, jeśli i tej nadziei się złapiesz :)

    A tak poważnie, to jest dokładnie tak samo i zadaję sobie wciąż pytanie o to, w którym miejscu jest granica między miłością a konsekwencją. Wiem, sprawa niby banalna. Ale z jednej strony myślę sobie: Alicja musi myć ręce po powrocie z przedszkola.

    A potem myślę sobie: czy jeśli Alicja nie umyje rąk po powrocie z przedszkola, to czy się zdenerwuję? Powinnam się zdenerwować? A jeśli takich nerwów będzie dziennie na przykład dziesięć (bo jeszcze kapcie, bo wkładanie paluchów do dziur, kiwanie się na wszystkim, co się kiwa, wkładanie głowy między rury, ściąganie rzodkiewki z kanapki i tysiąc innych rzeczy, które wszyscy znamy) czy wtedy moja miłość robi się warunkowa? Mam czy nie mam akceptować dziecko brudnorącze?

    No i wtedy nie wiem co, proszę mi wskazać jasną granice podziału na miłość bezwarunkową i warunkową:)

    Albo raczej - na metodę zakładania polaru w listopadzie w sposób bezwarunkowo miłosny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ania: Ja mam ten problem non stop - gdzie granica, gdzie równowaga, gdzie balans. Póki co chwieję się mocno. Obym z tej liny nie spadła na główkę ;)

      Usuń
  6. Niektóre egzemplarze tak mają długo. Ich matki siwieją krótko po trzydziestce. U mnie jest taka notka "egzemplarz specyficzny", ale wierzę że może przejść szybko i cicho... tyle że nie w moim mieszkanku ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Zakurzona: Bardzo, bardzo Ci dziękuję za ten post! Bo u nas dokładnie to samo. I myślałam już, że to tylko u nas. Że to tylko moja wina. Ale dałaś mi nadzieję na to, że to się po prostu w przyrodzie zdarza, takie zawikłania :)

      Usuń
    2. ależ bardzo proszę :)) łączę się w bólu hehe

      Usuń