14 mar 2013

This is an alarm call, so wake up, wake up now.



Jeśli jest kiepsko, mój organizm potrafi wysyłać liczne sygnały. Ciągłe zmęczenie, rozdrażnienie, bóle brzucha i mdłości, napady furii na przemian z napadami rozpaczy. Wszystkie te sygnały znam, obserwuję i potrafię z dużą wprawą ignorować. 

Gdy tymczasem! 

Wczoraj  rano zostawiłam Gigannę z opiekunką, Dziobalindę w przedszkolu, i - przeżuwając w masochistycznym zapamiętaniu resztki dwudniowej kłótni z Małżonkiem - popędziłam do pracy. Ludzie patrzyli się na mnie dziwnie, może dlatego, że noszę góralską wełnianą czapę z pomponami, a może dlatego, że pospiesznym makijażem uczyniłam ze swojej twarzy sztandarowy przykład kubizmu. Czując, że już gorzej być nie może (gdzie tam! zawsze może być gorzej!) wstąpiłam do małego punktu usługowego po ciabattę i kawę. I gdy tak stałam w tym miłym dla oczu pomieszczeniu wielkości mojej kuchni, sam na sam z panią, pieczywem i ekspresem do kawy, usłyszałam coś. Usłyszałam mianowicie, że moje usta zrywają łączność z mózgiem, ogłaszają rokosz i zaczynają mówić bez mojego pozwolenia. A zza zagrody mych zębów wylatują słowa niczym stadko obszarpanych i nieco nietrzeźwych gołębi, tych samych, które tzw. Dziad z Wołomina hodował w podwarszawskiej Zielonce.

I słyszę, że mówię: Bo wie Pani. Bo ja to mam dwoje dzieci, i kota, i pracę, i jeszcze Mąż się ze mną pokłócił i już mnie nie lubi. Więc widzi Pani sama, że co ja z tego życia mam, nic nie mam, proszę Pani, nic. Tylko ta kawa, proszę Pani, ta kawa to jest jedyne, co mam w życiu, więc niech mi Pani da cukier do kawy, bo chyba ten cukier to mi się jeszcze, proszę Pani, należy. Cukier ja poproszę. Więcej cukru. 

Pani zdała ten egzamin śpiewająco. Posłuchała, pokiwała głową współczująco, dała więcej cukru. A ja, z to bułko i z to kawo, pobiegłam do firmy, gdzie natychmiast padłam w pomarańczowe  krzesło na kółkach i wyspowiadałam się koleżance G. Bo mam do G. zaufanie, że jak trzeba będzie, to mi ona bezceremonialnie da w ucho. 

Oooo, bardzo źle z Tobą – zawyrokowała G., a ja wiedziałam, że ma rację. 

Jeśli więc gdzieś na ulicy Grzybowskiej zauważycie kubistyczną ponurą wariatkę w góralskiej czapce z pomponami, która próbuje zacząć do Was coś mówić z obłędem w oczach, nie rozmawiajcie z nią, tylko od razu dajcie jej w ucho!

8 komentarzy:

  1. Cukier to bardzo pozytywna rzecz - oj, jak bardzo pozytywna. Może niekoniecznie zdrowotnie, ale społecznie na pewno! ;) Słodko pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słodko dziękuję :) Znowu żarłam cukier!

      Usuń
  2. Bo wie Pani mnie syn nie lubi. Dwuletni. Bardzo nie lubi i nie lubienie zamienia w rękoczyny. Ten cukier powiadasz Pani działa? Zaraz...gdzie ten litrowy pojemnik z cukrem postawiłam.... Taaak. Tylko ja to się chyba będę musiała jeszcze nacierać, żeby ten bunt jakoś przetrwać + idące piątki. Zęby w sensie. A wiesz Pani, te zęby to mu tak idą od początku tragicznie, że to w miesiące idzie. I ja w którymś momencie zaczynam. No na blogach cudzych się wyżalać. Na swoim bym mogła w zasadzie. Ale co się oficjalnie przyznawać do nieudolności matczynej. Prawda. To posyp Pani jeszcze tego cukru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anika: Pani kochana, Pani weź sobie cukru ile Pani chcesz, u mnie dużo jest cukru! Zapraszam Panią na cukier o każdej porze :)

      Usuń
  3. Łatwiej było skomentować post z wideoklipem, z tym mi tak nie pójdzie. A chce się coś napisać, coś takiego, żebyś wiedziała, że jesteś najlepszą, najmądrzejszą ze wszystkich synafij jakie znam!

    Ech. Mąż pewnie też ma rekolekcje. To już raczej niż cukru życzę Wam raczej beczki soli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ania: Beczkę soli to my mamy już w trakcie spożywania :)

      Ale, jak to ostatnio wyrzekłam Małżonkowi, wolę z nim siedzieć w gównie niż z kimkolwiek innym na Hawajach ;)

      Usuń
  4. Trzeba czasem pobzikować, żeby nie dać się zwariować. Czy jakoś tak. A z mężem się nie fochujcie na siebie i nie kłóćcie, bo dzieci patrzą! A jako starsi winniście dawać przykład. Że trzeba spokojnie, porozmawiać, wymienić zdania, złapać się za ręce i... I nie wiem co, może napijcie się Earl Greya?

    OdpowiedzUsuń