10 kwi 2013

10 kwietnia

Dziś mijają 3 lata od tamtego dnia.

Tak, ja wiem, często o tym słyszę - że za dużo, że już wszyscy mają dość tego tematu.

A ja myślę - ci, którzy stracili swoich bliskich, których cierpienie wciąż jest świeże, czyż oni nie mają dość? Czy nie budzą się codziennie rano z tą ulotną nadzieją, że być może to był tylko zły sen? Że tak naprawdę nic się nie stało?

Z taką nadzieją ja budziłam się 4 lata temu, po śmierci mojego taty. Codziennie rano przez ułamek sekundy miałam nadzieję, że jednak tata jest. Że zadzwonię, a on odbierze i jak zawsze wesoło zawoła: Cześć, córko!

Po śmierci taty, w lutym 2009 roku, ks. Adam był jedną z osób, które stawiały mnie na nogi. Rok później ks. Adam odszedł także - zginął w katastrofie pod Smoleńskiem. Dlatego dziś nie otwieram żadnej gazety, nie czytam żadnych komentarzy. Dziś patrzę sobie na na jego zdjęcie i czuję taki zwyczajny, ludzki smutek.

Ta katastrofa - to jest ogrom takiego właśnie "zwyczajnego", ludzkiego cierpienia. I czuję, że ze względu na ks. Adama powinnam dziś o tym napisać. Tak po prostu.


                                                                                           ks. Adam Pilch


2 komentarze:

  1. No to ja nie napiszę dziś żadnego komentarza, tylko połączę się z Tobą w tym smutku, w ciszy...

    OdpowiedzUsuń