5 kwi 2013

Poważnie

Dziś będzie na poważnie.

Bo ja lubię być traktowana poważnie. Staram się też poważnie traktować innych. Poważnie, czyli na serio. Co w moim wypadku oznacza, że na serio biorę to, co ktoś do mnie mówi. Nie szukam drugiego dna, nie podejrzewam podstępu. Staram się słyszeć/czytać tylko słowa skierowane w moim kierunki. Przez lata byłam pewna, że w ten sposób postępuję uczciwie wobec ludzi, z którymi rozmawiam. Tym bardziej wyprowadzało mnie z równowagi, gdy ktoś w moich słowach doszukiwał się czegoś, czego wcale w nich nie było. Gdy nie rozumiał, co do niego mówię. Bo przecież to proste, wystarczy tylko wysłuchać słów, prawda? Słów w czystej swej postaci. Czy nie na tym polega poważne traktowanie rozmówcy?

Wiele czasu upłynęło, zanim zaczęłam rozumieć, że się jednak myliłam. Że tak naprawdę nie traktowałam wcale poważnie rozmówców, a tylko swoje zamiłowanie do jasnej i prostej komunikacji.

Olśnienie przyszło do mnie na pewnym chrześcijańskim forum internetowym, w którym uczestniczyłam przez jakieś 2 lata intensywnie. Na tym forum dość często spierałam się z pewną forumowiczką - nie miała do mnie zaufania, bo jestem protestantką, spodziewała się po mnie wrogiego nastawienia do Kościoła Katolickiego. Jej sposób dyskusji mnie raził - często czułam się przez nią niesprawiedliwie atakowana. Ponieważ jednak obie byłyśmy mocno zaangażowane w forum, trwałyśmy w nieustannej interakcji i tym samym coraz lepiej się poznawałyśmy.  W ten sposób dowiedziałam się po jakimś czasie, że moja „przeciwniczka” jest bardzo poważnie chora. Że przez większość czasu zażywa silne środki przeciwbólowe, które bardzo ją osłabiają, kiedy więc chce coś napisać na forum - nie bierze leków, przez co pisze w ogromnym bólu i cierpieniu. Ale pisze, bo sprawy, o których tam pisano, były dla niej bardzo ważne. Kiedy uświadomiłam sobie jej sytuację, zaczęłam na nią patrzeć inaczej. Zrozumiałam, że żeby potraktować ją naprawdę poważnie, muszę patrzeć na nią jako całość, a nie tylko na jej słowa. Że słowa to nie wszystko - że człowiek stanowi jedno ze swoim ciałem i sercem, ze swoim bólem i cierpieniem, z lękiem, z nadziejami, z marzeniami. I że jeżeli chcę kogoś traktować naprawdę poważnie, to jako całość właśnie.

Były i inne momenty. Gdy miałam problemy z kręgosłupem, który bolał mnie tak, że nie mogłam chodzić - pamiętam, że nie miałam wtedy sił na żadne rozmowy, a co dopiero na rozmowy wyważone i kulturalne. Gdy straciłam pierwszą ciążę - byłam tak zasklepiona w cierpieniu, że momentami nienawidziłam wszystkich ludzi i w nosie miałam uprzejmość dla współpasażerów w autobusie czy pani w spożywczym. Gdy okazało się, że kryzys małżeński po narodzinach Dziobalindy był w przeważającej części spowodowany niewyspaniem i zbyt dużą ilością wypijanej kawy. Wszystko to w końcu poukładało się w jedno właśnie dzięki tej niechętnej mi forumowiczce.

W ten sposób zaczęłam sobie uświadamiać, że nasze komunikacja między ludźmi wymaga ogromnego wysiłku i dobrej woli. Że widzimy i słyszmy innych przez pryzmat własnych ograniczeń, które są dla nas tak naturalne, że aż niewidoczne. Że często dopatrujemy się w innych czegoś, co jest tylko naszym własnym lękiem. Że zwykłe fizyczne zmęczenie, a co dopiero prawdziwe cierpienie, może bardzo mocno zaburzać nam komunikację ze światem. A przecież pod tym wszystkim - pod bólem, lękiem, pod różnymi bliznami, które na sobie nosimy - w każdym z nas jest Człowiek.

Z  forum odeszłam, ale z tą forumowiczką utrzymuję kontakt nadal. Czasem sobie pogadamy, czasem sobie pomożemy. Nie stałyśmy się nigdy przyjaciółkami, ale myślę, że mogę zaryzykować stwierdzenie, iż jesteśmy życzliwymi sobie znajomymi. Nie wiem, czy ona kiedykolwiek to przeczyta, ale jeśli tak - chciałabym jej podziękować za to, że otworzyła mi oczy na tak ważne sprawy. Poważne sprawy.

8 komentarzy:

  1. Te kwestie kołaczą mi się w głowie od dłuższego czasu. Że łatwo nam przychodzi w jednej krótkiej chwili oceniać, nie mając pojęcia co tak naprawdę stoi za czyimś postępowaniem. I nieczęsto tak się zdarza, żebym podczas lektury bloga autentycznie się wzruszała, tak jak u Ciebie. Tak celnie trafiasz w sedno. Bardzo mądre i prawdziwe słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Broszki: Napisałam, bo i mi się w głowie kołaczą bardzo intensywnie.

      Dziękuję Ci bardzo za dobre słowa :)

      Usuń
  2. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Dodam od siebie, że doświadczenie mnie nauczyło, że rozmowy pisane na klawiaturze często nijak się mają do rozmów przeprowadzonych twarzą w twarz. Słowa to nie wszystko, dochodzą reakcje:uśmiech, grymas niezrozumienia, zaskoczenie itd. Tego na ekranie nie zauważysz, więc nie zdążysz zareagować właściwie. Słowo pisane, choć przeze mnie uwielbiane, może zranić boleśniej, bo może być źle zinterpretowane. Człowiek jest najważniejszy, nie człowiek-JA, ale człowiek-TY/ON. Pokora to coś, czego mi czasem brakuje, a wiem, że bez niej moje istnienie naprawdę niewiele znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Brommba: Masz rację! Mnie się nawet zdarzyło kilka razy, że poznałam osobiście kogoś, kogo znałam tylko internetowo, i podczas gdy w internecie się tych osób wręcz bałam, w "realu" okazało się, że ogromnie je polubiłam :)

      A ja sama podobno w internecie robię wrażenie osoby o wiele spokojniejszej i poukładanej, niż w rzeczywistości ;)

      Może to dlatego w internecie tyle jest złych słów, złych emocji?

      Usuń
  3. Ja uważam, że do każdego człowieka powinien być pilot z przyciskiem ZAMKNIJ SIĘ, do wykorzystania przez rozmówcę. Pieprzy od rzeczy? - Pstryk, zamknij się. Nakręca się? - Pstryk, zamknij się. Trzeba się zastanowić nad sensowną odpowiedzią? - Pstryk. Szlag trafia? - Pstryk.

    Bo prawda jest taka, że te wszystkie teorie o rzeczowych, asertywnych rozmowach to sobie można wsadzić i już. Na siłę nikomu rozumu do łba nie wtłuczesz. Buźka i do w kuchence ;) (mai)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mai: No, z takim pilotem to wszystkie moje rozważania byłyby niepotrzebne - Ty to zawsze wpadniesz na pomysł genialny w swej prostocie! :) Ale wiesz, przypuszczam, że tym pilotem to każdy z nas przeważnie sam siebie powinien traktować ;) Ściskam i do rumianku w poniedziałek :*

      Usuń
  4. To, że lubię Cię czytać, to jedno. A drugie: dziękuję, że tu jesteś!
    Już siakiś czas staram sobie wbić do głowy, że to jak postrzegam inne osoby (przez pryzmat siebie) ma się nijak do rzeczywistości. Każdego dnia staram się robić mniejszy/ większy krok w tym kierunku. Dzięki Tobie zrobiłam ich kilka.
    (*i)

    OdpowiedzUsuń
  5. @Anonimowa: Cieszę się bardzo, że mogłam pomóc :) I ja te kroki staram się robić codziennie, i wiem, jakie to bardzo trudne. Tym bardziej cieszę się, że Ci się udaje :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń