Czytam sobie wczoraj w nocy tego Budzyńskiego, z zapałem wielkim i przejęciem, i w pewnym momencie dochodzę do momentu,w którym pisze ów o warszawskim koncercie U.K. Subs . Wspomina, że z warszawskiej załogi punkowej, co na tym koncercie była, zrobił na nim wrażenie niejaki T. T.! podskakuję aż, dreszcz mię przeszywa, bo ja pamiętam T. z opowieści mojego M. (Małżonkiem zwanego), który młodość swą spędził jako punkowiec warszawski. A ponieważ popędliwa jestem i niecierpliwa strasznie, to rzucam się wybudzać M. i pytam go, czy znał T. No znał, a o co chodzi, pyta M. nieprzytomnie. A bo wiesz, a bo słuchaj, entuzjazmuję się ja, bo Budzyński tu o nim pisze, że go pamięta z Warszawy, z koncertu U.K. Subs! A, na Torwarze, w osiemdziesiątym trzecim? No, tak, byłem na tym koncercie - rzekł M. i zasnął znowu. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaach! To jakby się kto dziwił, jak to jest, że ja do własnego męża, co z nim dzieci mam i kota, robię wciąż maślane oczy niczym groupie. Ja...