15 paź 2014

O smutkach i stratach

Dzisiaj 15 października, Dzień Dziecka Utraconego.
Koleżanka udostępniła informację na fejsbuku.
Pierwszy komentarz, mężczyzny:
"Trzeba mieć naprawdę solidny defekt pod kopułą :D"

Ja nie wiem. To jest rzeczywiście jakiś defekt? Trudno zrozumieć, że to boli, gdy dziecko odchodzi przed rodzicem? Że boli nawet utrata dziecka przed jego urodzeniem? Nawet bardzo małego? 

To jest jakiś defekt naprawdę, czy tylko niechęć do tego, by uszanować czyjeś uczucia, nawet, jeśli się ich samemu nie doznało i nie jest się w stanie takich uczuć wyobrazić? Czy w takiej sytuacji nie można po prostu - zamilknąć?

Chciałam się wściec, ale nie umiem. Jest mi tylko ogromnie, ogromnie smutno. 

Dzień Dziecka Utraconego jest i moim dniem. I bardzo się cieszę, że taki dzień jest. Bo tak samo, jak utrata, bolą próby jej negowania. Boli, że nie ma grobu. Boli, że nie ma żadnego znaku: było - nie ma. Jedynym dowodem, że było, jest moje, nasze wspomnienie i żal. I gdy ktoś ten żal neguje, wyśmiewa - to ja tego zwyczajnie nie jestem w stanie pojąć. To nawet nie boli, to zdumiewa i zatrważa. 


20 komentarzy:

  1. Ze smutku, takiego smutku nie trzeba się tłumaczyć... Przytulam, tym bardziej że i ja mam już mojego maluszka w niebie. Patrzy na mnie nie tylko tego dnia, a ja... nie każdego dnia go wspominam i też nie tylko tego jednego dnia.Smutno mi wtedy, że go nie mam już, teraz, realnie. Myślę, że kiedyś się wszyscy spotkamy i to będzie dopiero radość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mader: Taką mam nadzieję :)

      Ściskam Cię mocno!

      Usuń
  2. To słowa kogoś, kto nigdy tego nie doświadczył. A nawet, jeśli doświadczy, to pewnie nic do niego nie dotrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Salomea: Chyba tak... i właśnie dlatego nie wdałam się w żadną z dyskusję z tym panem. Jakoś tak poczułam, że skoro w ogóle to napisał, to chyba nie ma o czym rozmawiać :(

      Usuń
  3. Skąd w ludziach tyle złej woli i braku empatii. Wytłumacz mi?!

    OdpowiedzUsuń
  4. @Brommba: Żebym to ja wiedziała... Może gdybym wiedziała, łatwiej byłoby mi zrozumieć?

    OdpowiedzUsuń
  5. mysle, ze to jest taki komentarz, ktora trzeba usunac i nie zastanawiac sie nad nim ani przez chwile.
    lylowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @lylowa: Koleżanka nie usunęła komentarza tylko coś zaczęła tłumaczyć, łagodnie, jak to ona... Pan się już nie odezwał.

      Usuń
  6. Takie komentarze biorą się też z poczucia anonimowości w Internecie. Założę się, że jego autor na żywo, mając przed sobą twarz matki, która straciła dziecko, już by nie był takim kozakiem, żeby wprost jej powiedzieć, że ma defekt.
    Ale tu zgadzam się z wypowiedzią powyżej - taką wypowiedź należy usunąć, olać. Mówiąc brutalnie - gówna się nie tyka, bo tylko się człowiek pobrudzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella: Wiesz, ciekawe jest to, że pan ten komentarz opublikował ze na FB - ze swym imieniem, nazwiskiem i zdjęciem twarzy. I na profilu znajomej - znają się "z reala", chociaż może nie bardzo dobrze. Na jakimś forum, zupełnie anonimowo, to wiem, że ludzie szaleją. Ale to mnie jednak zdziwiło.

      No ale macie rację, Ty i Lylowa - olać trzeba.

      Usuń
    2. To też jestem zdziwiona. W pysk dać, tyle się należy jak psu micha.

      Usuń
  7. Trudne. Dobrze, że podejmujesz tę kwestię, bo jest obecna i w moim życiu. Nieco dalej, ale napawa smutkiem, bo tak oczekiwane nie nadeszło.

    Nowopoznany D. czekał dziecka, mówił, jak da chłopcu na imię. Zabawna historia powiązań imion dziadków, ojców, synów. Uśmiechy historii. Dzień po porodzie dowiedzieliśmy się, że dziecko zmarło. D. wrócił po dwóch tygodniach. Jest cichy, najpoważniejszy, bardzo daleko. A w oczach jego toń smutku.
    I wierz, że jest nam, nam dookoła, także bardzo ciężko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Nike paryska: Wierzę Ci. Wiem, że moim bliskim było też ciężko. I przyjaciele bardzo się przejęli, a nie wiedzieli czasem, jak zareagować. I pamiętam, jak zadzwoniła przyjaciółka i powiedziała szczerze: Nie wiem, co robić, co powiedzieć, ale jestem. I to było to, co mi było potrzebne.

      Pozdrawiam Cię serdecznie. I ciepło myślę o D.

      Usuń
  8. Nie sądzę, żeby trzeba było tego doświadczyć, żeby zrozumieć. Wystarczy odrobina wyobraźni i empatii. Nie trzeba jeździć na wózku, żeby pojąć trudności, jakie napotyka osoba z niepełnosprawnością. Nie trzeba być porzuconym przez najbliższą osobę, żeby zrozumieć ból czyjejś samotności. Nie trzeba nikogo stracić, by wiedzieć, że odejścia bolą.
    Trzeba po prostu trochę wyobraźni i już łatwo przyjąć, że ludzie mają prawo do odczuwania emocji. Jakiekolwiek by nie były. A z emocjami się nie dyskutuje.
    Takie doświadczenie nie jest moim udziałem, ale szanuję ból osób, których dotknęło. Ot i wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Które to dotknęło. Przepraszam - zmęczona jest jak cholera :)

      Usuń
    2. @Moje-waterloo: No i widzisz, i to, co piszesz, dla mnie jest właśnie naturalne. I przecież nie jest trudne, prawda?

      I masz rację, że nie dyskutuje się z emocjami. Mądra jesteś nawet, jak jesteś zmęczona :)

      Usuń
  9. Co innego, jakby komus auto ukradli. Albo nowiutkiego smatrphonka. Wtedy pan napewno wykazalby zrozumienie. (Albo cieszylby sie z cudzego nieszczescia). Szkoda, ze tak malo empatii w ludziach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Diabel-w-buraczkach: Tak, coś mi mówi, że masz rację. Że pan wykazałby zrozumienie w wielu mniej obciążających psychicznie kwestiach.

      No, szkoda bardzo.

      Usuń