10 lut 2015

O tym, czego nie nauczył mnie Bear Grylls, bo umiem sama!

Po firmowym pogromie trzymam się biurka rękami, nogami i zębami, zastanawiając się w międzyczasie, gdzie ja w razie czego pójdę, sierota, i kto mię z mym sieroctwem w swe podwoje przyjmie. Żeby mnie przyjął ktoś, to ja się mu muszę odpowiednio zareklamować, nieprawdaż. Czym, pytam siebie sama w nagłym ataku paniki, czym? Przecież ja jestem - ach, co za straszne słowo uleci zza zagrody mych zębów - humanistką. A czy humaniści wrócili już do łask na rynku pracy? Nie wiem!

Ale spokojnie, myślę sobie, spokojnie. Mam ci ja wykształcenie klasyczne, mam liczne talenta i zalety osoby zarabiającej zawodowo piórem i głową od lat ponad dziesięciu, ale mam też, na Jowisza, dużo umiejętności praktycznych, których sam Bear Grylls mógłby mi zazdrościć, gdyby spróbował się ze mną zmierzyć. Bo on tam sobie może i radzi w lesie, jedząc robaki i budując szałasy przy pomocy wykałaczki i trzech włosów z łydki, ale czy on był kiedyś SAM-z-DWOJKĄ DZIECI-w-LIDLU?

Bo na przykład ja byłam. Wczoraj.

Mąż ma teraz nowy sezon zdjęciowy i z góry uprzedził, że zawita do domu najwcześniej  po północy. A tymczasem w domu do jedzenia - głównie kurz. Tak więc, odebrawszy córki z przybytków edukacyjno-wychowawczych, pobrałam Gigannę w wózku, Dziobalnidę wraz z jej szkolnym plecakiem oraz porządną torbę z Ikei - i wyszyłam do Lidla. Na piechotę ruszyłam, gdyż - jak wiadomo - nie jesteśmy zmotoryzowani.

W Lidlu naszym, nie wiem jak w innych, nie ma nadal koszyków „doręcznych”. Zapakowałam więc Gigannę do wózka sklepowego i przymierzyłam się do upchnięcia mego dziecięcego wózka gdzieś obok Giganny. Ale nie. Nie jest to zadanie wykonalne.  Jestem jednakże zorientowania na cel i wykonywanie zadań, tak więc nie uznałam możliwości porażki. Wparowałam do sklepu z oboma wózkami, po czym ten dziecięcy zaparkowałam gdzieś cichcem między doniczkami a bułkami - i ruszyłam na obchód.

Ponieważ umiem delegować zadania, przekazałam część listy zakupowej Dziobalindzie, która sprawnie i szybko wykonała misję - w 15 minut zapełniłyśmy wózek tak, że zaczęłam poważnie obawiać się o swój kręgosłup w drodze powrotnej. Następnie ustawiłyśmy się w kolejce, przy czym ja zabrałam się do regulowania należności, a Dziobalindę wysłałam z kolejną misją - odnalezienia naszego wózka i przyprowadzenia do kasy. I znów Dziobalinda poradziła sobie bez problemu, po drodze zatrzymując się tylko 38 razy, żeby oglądać dobra konsumpcyjne, kuszące z półeczek i palet.

Po zapłaceniu i przemyceniu naszego wózka przez kasę - z siłom i godnościom osobistom, gdyż umiem na sobą zapanować w sytuacjach stresowych i pod presją czasu - zabrałyśmy się do pakowania. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać, po co mi tyle mleka kokosowego i czy potrzebna mi była na pewno ciecierzyca, ale było już za późno. Towar o łącznej wadze milijon ton został zapakowany do torby z Ikei, płóciennej torby na zakupy oraz interwencyjnej reklamówki. A następnie załadowany częściowo na wózek, w którym już usadowiła się Giganna, częściowo zaś na moje plecy.

A potem wracałyśmy. Na piechotę. W ciemnościach i zimnościach. Deszczyk jakiś paskudny pokrył mi mgłą okular, szłam więc na pamięć, bo nie widziałam zbyt wiele. Wracałyśmy i wracałyśmy. A potem wracałyśmy jeszcze dłużej. Jestem jednakże wytrwała, cierpliwa, a nadto honorowa,  i zrezygnowałam z pomysłu wzywania do nas TOPRu tudzież straży pożarnej.

A gdy już dotarłyśmy do celu, to okazało się, że nijak tym taborem nie wjadę do klatki - zatrzymałam się w połowie podjazdu dla wózków i zaczęłam dramatycznie się zeń zsuwać. Ale i tym razem zachowałam zimną krew i umysł trzeźwy. Wzięłam dwa wdechy. Wczepiłam się jedną ręką w ścianę, a drugą sprowadziłam na dół wózek z Giganną i zakupami oraz samą siebie.

Potem nastąpił już tylko etap wnoszenia towarów do klatki (w czterech fazach - 1. Giganna 2. zakupy I 3. zakupy II 4. wózek). I już byłyśmy w domu. Całe, zdrowe i - co najlepsze - niepokłócone! A nawet w dobrych humorach. Za co nam wszystkim trzem przybiłam piątki i zrobiłam kakao. Na mleku owsianym.

Jeśli Bear Grylls chce mię przebić, to ja nie wiem, czym mógłby to zrobić.

A jeśli ktoś chce mnie podkupić za dobrą pensję i przyzwoite godziny pracy, to moje kluczowe kompetencje są takie:
  • odwaga
  • wytrzymałość
  • wytrwałość
  • przebiegłość
  • spryt
  • i oczywiście - siła i godność osobista
  • i udźwig do milijona ton!

31 komentarzy:

  1. BRAWO :)))))) uśmiałam się :) wybacz :) wiem ze lekko nie było :)ale poczucie humoru w takich wypoadkach jest nieocenione :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowa: Ależ bardzo słusznie się uśmiałaś, po to właśnie napisałam :)

      Usuń
  2. Książki pisz!!!

    Brawo dziewczyny - szacun! I niech się Bear Grylls uczy życia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ewarub: Ja bym bardzo chciała książkę napisać, ale nie mam talentu do fabuły. Za to z chęcią się gdzieś zatrudnię na felietonistkę ;)

      Oraz - dziękujemy! :)

      Usuń
  3. Jesteś WIELKA :*:*:*
    dzielna i boska :*:*
    oraz silna jak tur!

    :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @J: Jak Hercules Furens! ;)

      Dzięki, Kochana :) :*

      Usuń
  4. Bear G. nie jest godny ran twych całować tudzież wiązać Waćpani rzemyków u sandałów. A i ja jestem pod ogromnym wrażeniem - szczególnie w kwestii tego, że się nawet nie pokłóciłyście. Mnie by na bank nerwy puściły...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella: Tak, ja też to uważam za nasze szczególne osiągnięcie - że obeszło się bez gróźb, zaklinań, krzyków i płaczów :) Bardzo nam dobrze wyszła praca zespołowa. Bo zazwyczaj nerwy jednak puszczają - przynajmniej jednej osobie, a najczęściej wszystkim naraz ;)

      Usuń
    2. A dajmy mu troche tych rzemyków powiazac, niech sie chlopak w koncu do czegos przyda. A potem go Dziobalinda nauczy szukac mleka kokosowego na pólkach i przyprowadzac wózek.

      Usuń
  5. Dzielna dziewczyna!
    Ty to w ogóle jestes z tych, co sobie zawsze rade dadza, wiec i z ta praca - jakby co - tez rade dasz. Ale oczywiscie oby nie bylo trzeba, nie zapeszam, a kysz, a kysz!
    A musialas wspinac sie po schodach, czy macie winde?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diabeł, jak widać, sensacją nie najedzony :D Takie czwarte piętro bez windy to by był rarytas, co? ;)
      P.S. Bear who?!? Powinien właśnie wylatywać z pracy. Przez Ciebie ;)
      P.S. 2 A jakby Diabła posłać do tego Beara, żeby mu zadania serwował?

      Usuń
    2. @Diabeł-w-buraczkach: Windę mamy ;) Jakbym się miała wspinać na 10. piętro z tym wszystkim, to jednak musiałabym wezwać straż pożarną ;)

      Ja nie wiem, czy ja sobie zawsze dam radę, bo głównie histeryzuję, że nie dam ;) Ale potem jakoś daję. Więc chyba bilans mam na zero :D

      Usuń
    3. @Sekretarka Bożeny: Bear Grylls to taki pan, co robi karierę na podręcznikach do survivalu - jak przetrwać w dżungli mając ze sobą tylko sznurówki i widelczyk do tortu ;) Ale myślę, że roboty nie straci, bo kto go z tej dżungli ma wywalić? Chyba tylko ten Brytyjczyk z Monty Pythona, co mu tygrys zjadł nogę, a on spokojnie czekał, aż odrośnie ;)

      Usuń
    4. Bozeno, ja taki dokladnie rarytas mialam przez póltora roku :) Ale z jednym tylko dzieckiem. Czwarte bez windy, dziecko, torby, wózek. MIÓD.
      Synafia, no 10 to faktycznie by bylo wyzwanie!

      Usuń
  6. To ja tak z innej strony dla odmiany ;) - eeeeeee latwizna, kazda matka tak potrafi ;)

    A BG to oglnie cienki bolek, co on wie o zyciu ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @MatyldaBruxela: Oczywiście, że każda matka tak potrafi! :) I dlatego zazdrośni profesowie piszą potem jakieś dziwne teksty o wózkowych - z zazdrości :D

      Zgadzam się, że BG jest cienki, bo nie ma porządnej brody ;)

      Usuń
    2. Ale przyznasz, ze reszte ma calkiem calkiem ;)

      Usuń
    3. Noo, kijem bym go nie odpędzała, to prawda :) Ma w sobie takie męskie "coś" ;)

      Usuń
  7. Napiszę na to pokrótce. Inne wpisy były dobre, bardzo dobre, średnie lub wzruszające. Ten jest genialny. Masz u mnie pracę, nic nie bój :P dla geniuszy zawsze się znajdzie miejsce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Grandmader: U Ciebie to ja się mogę nawet w charakterze pucybuta zatrudnić, Kochana :)

      Oraz bardzo Ci dziękuję za taką pochwałę :) :*

      Usuń
  8. Skasuj ten wpis i nigdy już takiego nie rób. Przecież jak mąż i w ogóle mężczyźni to przeczytają, to już zawsze będą mieć sezon zdjęciowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @b., zapiski: Oooooo, a o tym nie pomyślałam! Masz rację, nie należy się przyznawać ;)

      Na szczęście mnie chyba nie czytają mężczyźni zbyt często. Orlinos kiedyś czytał, ale dawno się nie odzywał, więc nie wiem, czy to przeczyta ;) A nawet, jeśli, to w niego wierzę, że nie zrobi niecnego użytku z tego wyznania :)

      Usuń
  9. Jesteś wspaniała :-) i w życiu i w opisywaniu go :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Chuda: Kochana jesteś :) Jednak bez żadnej kokieterii powiem, że w opisywanej wersji wyglądam znacznie lepiej niż w "życiowej". Do wspaniałości mi daleko ;) Ale i tak dzięki!

      Usuń
  10. Nie wiedziałam kto to ten Bear, alem sobie wygooglała. Kto by to nie był, to i tak Ci nie dorówna. na drugi raz idź na zakupy do B. Dam znać personelowi, to się Tobą zaopiekują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Brommba: Kochana, opiekować się mną nie muszą za bardzo, ale niech kurczę rozszerzą nieco alejki w B. u mnie, bo się tam wbić nie da z wózkiem ;) A będę chodzić i chodzić! :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. @Linka: Och, zapewniam Cię, że nie wyglądałam ani trochę, jak anioł.

      Podobno jak Rzymianie zaatakowali Gallów czy Brytów, teraz już nie pamiętam których (bo to ta sama wojna była), to w czasie bitew oni w pierwsze szeregi wypuszczali swoje małżonki, w barwach i nastrojach bojowych - i to Rzymian przerażało i osłabiało ich morale. No więc ja wyglądałam jak te żony ;)

      Usuń
    2. A bo niektórzy mężczyźni plemion dzikich i wcale niedzikich boją się śmierci z ręki kobiety, że niby na krainę wiecznych łowów wtedy nie zasługują. Mniejsza o wygląd, cały zespół cech anielskich mi się z opisu wyłania. Hawk.

      Usuń
  12. Do psa starego. Czy na prawdę prawdę nie można Cię samej do sklepu puścić? Czy oprócz dzwonienia/pisania, że ogarnij się, mam się przypominać, że po co Ci to? Czy Ty beze mnie nie zginiesz przepadniesz aby? ;) G, dawniej trzyliterowa prawie jak wiosenny miesiąc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @G: Zaczęłaś od pasa i przez moment myślałam, że to nasza Beniaminek napisała ;)

      Oraz oczywiście, że jak przepadnę bez Ciebie! Nie wiedziałaś? Jesteś mi do życia absolutnie niezbędna! :D

      Usuń