24 kwi 2015

O śmierci

Wczoraj napisałam o tym, że nic nie jest dane raz na zawsze.

Dwie godziny później  kolega mojego Męża zginął w wypadku. Wyjeżdżał z firmy. Uderzył w niego samochód. Zginął na miejscu.

Zostawił żonę i roczną córeczkę. Bliskich. I całą masę ludzi, dla którego jego odejście jest stratą i bólem nie do wyobrażenia.

Dobry, uczciwy, fajny, młody człowiek. Miał 34  lata.

Pomódlcie się, proszę. Za niego, za jego rodzinę i bliskich. 


8 komentarzy:

  1. To jest straszne, że w jednej sekundzie wszystko może legnąć w gruzach. Nie wiem, co mam napisać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za każdą modlitwę i każdą myśl skierowaną w Ich stronę.

    OdpowiedzUsuń