17 paź 2009

Unikaj zdjęć

Dziś sobie obczaiłam ciążową sesję mojej serdecznej przyjaciółki B. i się zachwyciłam (w ogóle B. należy do gatunku kobiet pięknych i na każdym zdjęciu wygląda zachwycająco). I sobie pomyślałam, że czemu ja takiej nie mam. I się zorientowałam, że nie mamy zdjęć. Tzn. zdjęcia jako takie mamy, ale nie mamy żadnych sesji. Po ślubie sesji nie mieliśmy, w ciąży takoż (praktycznie w ogóle nie fotografowałam się w drugiej ciąży, izby nie zapeszać) po chrzcinach, rocznicach ni urodzinach – żadnych sesji, nic, nul, zero. Jakoś nigdy nie odczuwaliśmy takiej potrzeby. Po prawdzie to w ogóle zdjęć nie robimy dużo. Głównie filmujemy sobie zachody słońca z balkonu (10 piętro – widok rewelacyjny). Mamy też solidną dokumentację trzydniowej awarii kanalizacji, która raczyła nastąpić akurat na powitanie Dziobalindy w naszych skromnych progach – dziecię wyło i srało, matka wyła i smarkała, ojciec wył i dyrdał wodę w garnuszkach i baniaczkach, iżby obsrane dziecko i obsmarkaną matkę doprowadzić do porządku. W przerwach dokumentował brak wody, celem przedstawienia w roli materiału dowodowego w sprawie o uzasadnione uduszenie prezesa spółdzielni obsranym pampersem.

Ale do rzeczy.

Ja mam jakoś tak, że tam gdzie mam zdjęcie, to mi się robi dziura w mózgu. Serio. Jak mam zdjęcie czegoś, to przestaję to pamiętać i w głowie mi się już tylko to zdjęcie utrwala. Zapominam zapachy, dźwięki, uczucia – zostaje tylko obraz. I to nie do końca widziany moimi oczami. Całe wydarzenie zostaje skompresowane do tego jednego płaskiego obrazka.

Więc owszem, mam zdjęcia, ale bardzo rzadko je oglądam. Oglądam głównie stare zdjęcia, zdjęcia rodziców, dziadków, pradziadków. Swoje tylko z wczesnego dzieciństwa. Bo te zdjęcia pamiętają to, czego ja nie pamiętam. I tak sobie myślę, że może Indianie mieli rację z tym uprowadzeniem części duszy. Może zdjęcia faktycznie stają się same w sobie wspomnieniem, wyjętym z czyjejś głowy i zaczynającym żyć własnym życiem.

No ale robię te zdjęcia chociażby po to, żeby mieć dowód, że byłam kiedyś młoda ciałem. Bo nie duchem przecież. Duchem niczym Herod nigdy młoda nie byłam, byłam tylko w stanie bardziej zaawansowanej demencji. Duch mój jest niczym dziwny przypadek Benjamina Buttona. Ciało zaś podąża utartym szlakiem przybywających zmarszczek, blizn i kilogramów, czyli wszystkiego tego, co przydaje człowiekowi szlachetnej rzekłbyś patyny.

A Paweł Kukiz też był kiedyś młody. I fajne rzeczy robił wtedy.

6 komentarzy:

  1. No cóż Ci mogę napisać, droga ma.
    Ja zdjęcia lubię, ale tylko i wyłacznie zdjęcia miejsc. Później ludzie mnie linczują za to, że mam 100 zdjęć z wakacji (po przebraniu) i na żadnym mnie nie ma.
    Ale uwielbiam oglądać zdjęcia z dzieciństwa, przypominać sobie, jak było i jaka byłam.
    To tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A tak, znam te Twoje zdjęcia z wakacji ;) I to nie jest 100 tylko 1000 :D

    OdpowiedzUsuń
  3. To bardzo ciekawe co piszesz… ciekawe dla mnie jako osoby fotografującej. I sam nie wiem co mam o tym myśleć, co mam napisać. W każdym razie wiedz, że o tym myślę bo temat ciekawy i wart rozpatrzenia. Ostatnio znajomy mi opowiadał, że jedynym zdjęciem jakie przywiózł z pobytu w Barcelonie jest zdjęcie jego pokoju, czy też raczej kwiatka w jego pokoju, ona… Resztę zapamiętał w sobie. Nie musiał więc latać po mieście myśląc co by tu sfotografować, jak ująć, jaki wybrać czas naświetlania, jaki kadr i przysłonę… Te wszystkie wartości bez wartości. On chodził po mieście i starał się po prostu pamiętać, oglądać, widzieć, czuć…

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako dziecko dziwiłam się, po co fotografuje się ludzi. Przecież drzewa lub zwierzęta są ładniejsze. Rodzice się za to wkurzali, że bez sensu marnuję kliszę. Teraz, gdy wyciągam album, widzę, że oba rodzaje zdjęć są cenne. Te, na których jesteśmy z babcią, i te z parą gęsi na kupie kamieni w lesie. Zapomniałam już tamto lato, a i twarz babci rysuje mi się coraz mniej wyraźnie. Cenię zdjęcia jako protezę mojej marnej pamięci.

    Uwaga, długa dygresja:
    Erich Fromm w którejś pracy, chyba w "Mieć czy być" (ale nie pamiętam dokładnie, czy akurat w tej) zauważa podobny problem dotyczący wszelkiego rodzaju rejestrowania zdarzeń. Twierdzi, że w kulturach znających pismo ludzie przywiązują mniejszą wagę do pamięci. Powierzając swoje wspomnienia papierowi, sami coraz mniej zapamiętują.

    Fromm nie popiera tego jednak żadnymi badaniami, więc te twierdzenia nie mają żadnej wartości badawczej. Są ciekawymi hipotezami, ale jednak zupełnie niesprawdzonymi np poprzez badanie zdolności zapamiętywania w porównaniu z dominującym w danej kulturze sposobem rejestracji zdarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  5. Caviadrdage -> Ty robisz najczęściej portrety obcych ludzi, a to jest moim zdaniem jeszcze inna sprawa - to nie tyle zapamiętywanie, co wydobywanie, ukazywanie w innym świetle. Ale co do zdjęć urlopowych - w jakimś filmie widziałam kiedyś taki passus o panu, co na urlopie w Wenecji zajmował się li tylko robieniem zdjęć, w skutek czego jedynym ego wspomnieniem z Wenecji był obiektyw aparatu ;) Cóż, jak mawiali starożytni Grecy - meden agan, niczego zbyt wiele!

    Irena -> I ja cenię zdjęcia jako protezę pamięci, pytanie tylko, czy same zdjęcia w pewnym sensie nie powodują, że ta proteza jest potrzebna?
    Choć - sama sobie odpowiem - są takie twarze, których już nie pamiętam, a i zdjęć nie mam. Pamiętam głównie uczucia związane z tymi osobami. Hm.
    W zasadzie to sama nie wiem jak z tymi zdjęciami jest.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dobrze, że są.
    Dobrze, że są też fotografie osób, których już nigdy nie zobaczę, a których nie chcę zapomnieć. Bo przecież nie jest tak, że w drogiej nam osobie cenimy tylko jej cechy charakteru i będziemy na zawsze pamiętać uczucia, którymi nas darzyła i którymi darzylismy ją, równie mocno kochamy jej twarz, uśmiech, gesty. A to się zamazuje bardziej. W zdjęciach jedyna szansa na bardziej wyraźne wspomnienia.

    No i, jeśli już kiedyś nie będziemy się znać i może nie rozpoznamy się na ulicy, pozostanie nam zestaw szalonych zdjęć z szukania w śmieciach szklanki, z robienia pawia z komputera, czy z wyprowadzania Wielkiego Żuru na spacer. To będą piękne wspomnienia :D

    OdpowiedzUsuń