6 kwi 2010

Kopros fainetai

No więc żeby nie stwarzać iluzji, żem taka optymistyczna i radosną myślą trawiona jest zawsze, to się dziś przyznaję bez bicia, że czuję się jak odchody. Kopros fainetai, jak tłumaczył ktoś na studiach shit happens - takoż i mnie się kopros przydarzył, a że bardzo jestem empatyczna, to się z nim utożsamiam. Leżę i wydaję z siebie odór rozpaczy i odrzucenia. Odór, który mówi "spadam do kibla, a podróż, która mnie czeka, nie napawa mnie optymizmem". I nie wstanę, tak będę leżeć. Chyba że jednak wstanę.

Ale teraz mi się nie chce.

6 komentarzy:

  1. Przytulam cię mocno, może jutro nie będzie aż tak źle.

    OdpowiedzUsuń
  2. To pewnie marna pociecha, ale myślę o Tobie i ściskam mocno. I życzę, żeby się wszystko dobrze poukładało.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, co Ci, ale oczywiście wspieram. Nie wstawaj,jak Ci się nie chce co się będziesz męczyć - w końcu Ci się zachce i wtedy wstaniesz.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochani - padłam, ale wstaję. Co prawda może wolałabym jeszcze trochę poleżeć i pocuchnąć, ale nie ma letko, nieprawdaż. Bardzo Wam dziękuję za uściski i wsparcie, bo to naprawdę pomaga, nawet tak wirtualnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiam się, czy można się nauczyć optymizmu? Bo wiesz, bywałam okropną pesymistką. Teraz staram się to zmieniać. A że byłam, czyli to przeżyłam to rozumiem cię. I pocieszam siłą wirtualnych uścisków i całusów ;*

    OdpowiedzUsuń