18 lip 2010

Reklama dźwignią handlu

Wybrałyśmy się z Dziobalindą na tzw. bazarek (gdyż mamy to szczęście mieszkać w pobliżu prawdziwego bazarku, będącego na wyginięciu staropolskiego gatunku centrum handlowego, moi mili). Zdążałyśmy w poszukiwaniu warkoczy czosnkowych oraz pomidorów na obiad, gdy na naszej drodze stanął pan z wózkiem wypełnionym suszonymi przyprawami.

-Pani kupi majeranek dla męża! - krzyknął do mnie radośnie.

Że jak? Dla męża? Czemu dla męża? Tak mnie to zastanowiło, że aż stanęłam.

- Czemu dla męża? - pytam.

- A co, będzie mu pani pieprz dawać? - odparł on.

No prawda. Na taki argument brak mi było odpowiedzi.


Kupiłam majeranek. Dla męża.

8 komentarzy:

  1. Co ciekawe, kiedy wróciłam do domu, okazało się, że majeranek rzeczywiście mi wyszedł, więc zakup okazał się potzrebny. Bo mój mąż naprawdę lubi majeranek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. a majeranek to taki lepszy pieprz czy co?

    OdpowiedzUsuń
  3. Eerpse.ona - > Nie wiem, a może majeranek to afrodyzjak jest? A my nic o tym nie wiemy? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. bo to może prorok jakisik był cy co? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miguel -> Ni chybi prorok! Jakbym wiedziała wcześniej, to bym do niego poszła obstawiać mundialowe zakłady ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż żałuję, że mnie u Twego boku nie było, by mu dać stanowczy odpór!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kallipygos - > No ale pozbawiłbyś mego męża majeranku? ;)

    OdpowiedzUsuń