To nie jest śmieszne, kiedy ktoś wkłada ci ręce w majtki, nawet jeśli sprytnie podszył się pod fachowca od naprawiania windy. To nie jest zabawne, kiedy ktoś cię gwałci, upokarza, traktuje jak przedmiot, nawet jeśli jest twoim "szefem", a ty sprzątasz jego mieszkanie. To nie jest nieistotne, że po tym, jak tracisz ukochaną osobę, ktoś bez szacunku traktuje jej ciało, nawet jeśli to ciało jest już martwe. To nie jest bez znaczenia, czy w rodzinnym grobie chowasz szczątki sowich bliskich, czy kogoś innego, nawet jeśli pogrzeb odbywa się na koszt państwa. To nie jest kwestia polityki. To nie jest kwestia wolności słowa. To nie jest kwestia poczucia humoru. To są ludzie - może ich nie widzimy, kiedy rozmawiamy na ich temat, może nie zgadzamy się z ich poglądami, ale to nadal są ludzie żyjący tuż obok nas. Ludzie, którym my wtykamy paluchy w ich intymność, w ich traumy, w ich cierpienie, w ich godność - bo cenimy sobie przecież swoje prawo do swobody wypowiedzi i pogląd...
Cieszę się bardzo :)
OdpowiedzUsuń:-)
OdpowiedzUsuńco spotkam myślącego chrześcijanina, to luteranin, już, albo za chwilę...
OdpowiedzUsuń@b. No ja znam kilku zaangażowanych, świadomych i myślących katolików. Tylko to myślenie często idzie w innym niż moje kierunku, no bo parę fundamentalnych różnic między nami jest. Ale przy zachowaniu wzajemnego szacunku idzie się porozumieć :)
OdpowiedzUsuńA do luteran zapraszam dla samej możliwości poznania tych "innych" :)
rzucić okiem, owszem. Ale zgłębiać - jednak nie. Coś mi jakby, jak porzucić swoją starą, bo stara i niedomaga.
OdpowiedzUsuń@B. Myślę, że można na spokojnie poznawać "innego" bez porzucania swojej wiary. Gdyby było inaczej, miałabym w okół siebie samych luteran ;) Że nie mam, to chyba nie muszę dodawać :)
OdpowiedzUsuńNatomiast że masz takie odczucie, to rozumiem i nie dziwę się. Ma je nawet moja deklarująca się jako niechrześcijanka mama. Toteż do zgłębiania nie namawiam nigdy nikogo. Że ja sama jednak zupełnie inaczej to widzę, to też pewnie nie muszę dodawać, ale to jest jeden z tych tematów, na które nie muszę rozmawiać, właśnie z szacunku.