19 wrz 2011

Dynia i inne pokusy

Mam wielkie szczęście mieszkać obok jednego z ostatnich w tym mieście bazarków. Chadzam tam, iżby zrzucić z siebie troski dnia codziennego. Bazarek jest moim spa, moim chilloutem i wakacjami na Maderze. Bazarek jest moim rajem, ponieważ są na nim warzywa. A ja pod względem warzyw jestem nieznośnie zboczona.

Najbardziej podniecają mnie cukinie. Nawet nie pytajcie. Są piękne. Sosy z cukini mogę robić w nieskończoność. Bakłażany są jeszcze piękniejsze. Lśnią w słońcu. Są gładkie i brzuchate, mają kolor morza, po którym Achajowie sunęli w swych szybkoskrzydłych okrętach. By odbić Helenę. Myślę, że Helena była piękna jak bakłażan.

Z drugiej strony dynia. Dynia ma w sobie ciepło sierpniowego poranka, okrągłość i dobroć starej babuni na ganku. Dynia jest szlachetnie pogodna, ma w sobie dumę i godność, ale pogodną, zapraszającą. Dynię lubię gładzić. Nosić w rękach, tulić w ramionach. Trudno jest się z nią rozstać.

Papryka z kolei. A właściwie papryki. Papryki są jak kuszące cudzoziemki, niepokojące i niejednoznaczne. Lubię podglądać je, gdy leżą jedna na drugiej, czerwona obok żółtej, pomarańczowa obok zielonej. Nieświadome swoje urody, leniwie wylegują się w słońcu. Pachną subtelnie.

Pomidory pachną mocniej, działają na zmysły intensywniej. Są wręcz bezwstydne w swej okrągłości i delikatności. Wzięte w dłonie uginają się subtelnie, roztaczają kuszący aromat, który wbija się w nozdrza i wywołuje przed oczami fantomy lata. Ugryziony pomidor perwersyjnie rozpływa się w ustach, spływa przez palce. Zostawia swoje wspomnienie na długo.

Na tym tle cebula i czosnek jawią się niepozornie. Trochę zadziorne, szorstkie w obyciu, nieco niedostępne. Twarde. Ale to właśnie je zabieram ze sobą wszędzie. Przywodzą mi na myśl słońce. Są jak niezawodni przyjaciele. Sprawdzają się w każdej sytuacji. Dodają ducha ( i chucha).

Cebulki, cukinki, ja wszystkie was dziewczynki...

13 komentarzy:

  1. o rany. Naprawdę jesteś zboczona :)))

    dynia ostatnio zrobila mnię krzywdę. Otóż ja do niej grzecznie z nożykiem, a ona mi lewy sierpowy i nożyk wylądował w mym palcu, a nie w dyni.Ale. Na szczęście mam męża, który dynię spacyfikował. Ja ją upiekłam, bo zemsta jest słodka :))

    W każdym razie ja prawie wszystko lubię, ale panią cebulę wypraszam, cebula mnie krzywdzi. Zawsze ;)

    Ryneczek (u nas we Wielkopolsce mamy ryneczki, a nie bazarki :P) mam pode pracą. Ale najbardziej lubię tam oglądac ludzi. Warzywa są na drugim miejscu. :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. NIE WIERZĘ- miałam hasło CEBULKA ...Aaaaaa!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Marta jedzie ostatnio Tuwimem i Brzechwą. Słusznie i pięknie! Proszę o jeszcze.
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  4. @J: Dzisiejszy wpis sponsorują literki W jak Warzywofil oraz P jak Perwers :D

    @Ania: Brzechwa tym razem niezamierzony ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam czytać blogi ludzi, którzy umieją robić TAKIE rzeczy ze słowami. dziękuję :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. @Miguel: To ja dziękuję :) Za miłe słowa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach dynia, czemuś ty jest dynia. Jedno z najlepszych co Natura dała nam na talerze!!

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Och, Synafio, jak ja Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Julka: True, true... Pozdrawiam również :)

    @Luca: Domyślam się, Ty też już o warzywach pisałaś, pamiętam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Brawo :0)
    Smakowicie napisane, trochę w klimacie schulzowego opisu opwrotu Adeli z zakupami :0)

    Pozdrawiam
    Krzysztof

    OdpowiedzUsuń
  11. @Krzysztof: Shulzowy klimat to dla mnie duży komplement :) Dziękuję i też pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo sensualny opis. Papryki - kuszące cudzoziemki, he, he. Piękne!

    OdpowiedzUsuń
  13. @Super-teacherko - czy Ty może e-learningowo uczysz?

    A papryki - o tak, wielką mam dziś chęć na nie! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń