5 sty 2012
Silentium
Balansuję gdzieś na granicy między pragnieniem świata a znużeniem światem. Czuję, jak bodźce stadnie lądują na lądowisku mojej głowy niczym aliancki desant. Upojone powodzeniem misji odpinają spadochrony i wygodnie układają się w miękkich mózgowych zwojach jak w przepastnych fotelach. Moja natura podglądacza (artysta rzekłby - wojerysty!) chce je tam serdecznie ugościć, zaprosić do rozmowy, namówić na zwierzenia. Jednak ta część mnie, która wiecznie ucieka przed jakąkolwiek presją, czuje boleśnie każdy ruch obutej alianckiej nogi wiercącej wygodne dołki w gąbce z szarych komórek. Każda opowieść roznosi się zbyt głośnym echem w moje znękanej przez nadmiar wrażeń mózgownicy. Budzi się we mnie tęsknota za eremem, wejściem w pustą, cichą przestrzeń, gdzie nawet własne myśli mogłabym pogubić i stracić z oczu. Odpocząć.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
chciałabym coś mądrego Ci powiedzieć, ale chyba mnie przerasta ta Twoja cisza.
OdpowiedzUsuń na zawszeto nie bedę kłapać dziobem :*
Milczmy razem :)
OdpowiedzUsuń na zawszeTo jest też o mnie (wbrew pozorom).
OdpowiedzUsuń na zawszeto ja tylko tyle: ...
OdpowiedzUsuń na zawsze@Luca: Wbrew pozorom? :)
OdpowiedzUsuń na zawsze@Ajka: ... (dodaję do tego ciepłą herbatę).