11 lis 2015

O tym, co w środku


Dawno nic nie pisałam i po prawdzie - nie wiem, kiedy i czy w ogóle pisać nadal. Nie mam bowiem nic sensownego do powiedzenia. Dziś w końcu złapałam dzień oddechu i postanowiłam tak po prostu podzielić się z Wami tym, co się dzieje u mnie, w środku. Nawet, jeśli nie jest to nic ważnego ani wiekopomnego. 

Sprawa wygląda tak, że rzeczy się zmieniają i - być może - ja również się zmieniam. Czuję tę zmianę bardziej, niż ją widzę lub rozumiem. Dragonella napisała kiedyś w komentarzu o tym, że zmiany następują co 7 lat.  Może coś w tym jest? Synafia, czyli ta część mnie, którą widzicie w tym, co piszę, ma właśnie 7 lat. Po tych 7 latach zastanawiam się, na ile tożsame są Synafia i Marta, bo tak właśnie mam na imię. Zastanawiam się nad tym właśnie dzięki Dragonelli, która napisała mi o tym, jak postrzega mnie na podstawie tego, co piszę. I był to obraz jaśniejszy i piękniejszy niż ten, który widzę codziennie patrząc w lustro. Czy jest więc Synafia formą oszustwa? Bardzo serio zadaję sobie to pytanie. 

Mam świadomość tego, że pisząc, porządkuję sobie w głowie - robiłam to od zawsze. Tak więc owoc mojego pisania jest uporządkowaną, uspokojoną i przyjemniejszą wersją mnie samej. To jest właśnie Synafia. Wersja eksportowa. 

Tymczasem jednak, w codziennym życiu, wcale nie jestem bardzo uporządkowana i uspokojona. Jestem gadatliwa i głośna. Z tendencją do rubaszności. Mam upodobanie do przekory. I lubię zachowywać się głupawo. Np. ścigać się na krzesłach biurowych po korytarzu. Jestem bardzo podatna na bodźce - zachwyca mnie widok za oknem, robię zdjęcia kwiatków, a muzyka działa na mnie jak środki psychoaktywne. Jednocześnie jestem nadwrażliwa - boli mnie hałas, boli mnie bałagan i bardzo bolą mnie rożne ludzkie błędy i niesprawiedliwości, te, które popełniam ja sama, i te, które popełniają obcy mi ludzie. A kiedy mnie coś za mocno dotyka - potrafię płakać i krzyczeć. I cisnąć czymś w ścianę. Wiem też, że gadam za dużo, myślę za dużo i wszystko za mocno analizuję. Myślenie to często moja ucieczka od czucia. Bo czucie czasami mnie przygniata i przerasta.

Z tym wszystkim próbuję ostatnio się uporać. Próbuję się wyciszyć i znaleźć równowagę między czuciem i myśleniem. Między wrodzonym ekstrawertyzmem i potrzebą bycia tylko ze sobą. Między poczuciem obowiązku i potrzebą odpoczynku. Między tym wszystkim, co stanowi treść życia - i każdy z nas uczy się jakoś to balansować. 

Dla mnie metodą balansowania jest ostatnio bieganie i nauka medytacji chrześcijańskiej. Staram się mniej mówić, a więcej słuchać. Staram się nie działać gwałtownie i przestać się ciągle spieszyć. Nie jem też mięsa od ponad roku i dobrze mi to robi.

Czuję też, że nadszedłw moim życiu czas skupienia się na realnym tu i teraz. Że moi bliscy potrzebują więcej mojej uwagi i zaangażowania - zwłaszcza dzieci, ale i zapracowany mąż, i mama oraz dziadek, mocno przeżywający śmierć babci, i siostra, z którą chyba za mało sobie dajemy zrozumienia, i teściowa, która jest chora i bardzo się o nią boję, i przyjaciele, którzy przeżywają także swoje problemy i chciałabym dać im tyle wsparcia, ile umiem. I jestem jeszcze ja, która też sama od siebie potrzebuję uwagi i troski - codziennej medytacji, dobrego jedzenia, wewnętrznego spokoju. Czasu na dobrą książkę. Wyspania się, żeby głowa dobrze działała, bo nowa praca wymaga ode mnie i kreatywności, i skupienia, i dokładności i wytrzymałości psychicznej.

Dużo tego? Dla mnie dużo. Nie wiem, jak w tym wszystkim odnaleźć się z pisaniem. Nie ukrywam, że bardzo lubię pisać - to dla mnie forma terapii, szukania kontaktu ze światem innym niż mój, porządkowania sobie obrazu rzeczywistości. 

Tylko czy to moje pisanie ma nadal sens? Tego właśnie nie jestem pewna. 

Dlatego wybaczcie mi, jeśli coraz częściej milczę. To nie dlatego, że przestałam lubić ten nasz wspólny blogowy świat, albo że przestało mi nagle zależeć. 

Zwyczajnie – pogubiłam się  trochę w sobie, w środku. W Marcie. A jak już się odnajdę, to nie wiem, co znajdę, i to też mnie trochę niepokoi.

A u Was, wszystko dobrze? Mam nadzieję, że tak!

38 komentarzy:

  1. Bożena musi przyznać, że zupełnie inaczej postrzega Ciebie poprzez bloga niż opisałaś to w tym krótkim akapicie. :) Cicha z Ciebie woda! :D
    Poza tym, z nutką refleksji Bożena musi stwierdzić, że chociaż jej żal bardzo Twojej obecności na blogu, to doskonale rozumie o co chodzi. Sama też kiedyś musiała wyjść z internetów i zbudować się potem na nowo. Mania pisania kazała jej wrócić, ale przerwa była niezbędna.
    Odnajduj się prędko, Marto Synafio!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. errata: "chociaż jej żal bardzo Twojej NIKŁEJ obecności na blogu"

      Usuń
    2. @Sekretarka Bożeny: No właśnie już kilka osób mi powiedziało, że mnie inaczej postrzega, a te, które mnie poznały osobiście, najpierw znając z bloga, były wręcz zdziwione tym, że w rzeczywistości jestem taka głośna i rechotliwa ;) Stąd moje zastanwianie się nad tym, czy blog jest fałszowaniem rzeczywistości...

      Szukam i mam szczerą nadzieję się odnaleźć - bo bardzo nie chcę się z Wami wszystkimi rozstawać :)

      Usuń
  2. Hej Synafia, hmm... Twój opis Marty potwierdza oczywistą oczywistość, że blogi większości z nas przedstawiają jakieś nasze jaśniejsze alter ego :)
    I dobrze. W internety przelewa się samego siebie już po zrobieniu porządków, jak w domu na przyjęcie gości.
    I jeszcze to, że większość z nas zaczyna pisać z potrzeby, a potem blog traktuje też jako kolejny obowiązek. Miły, a jednak w jakimś sensie obowiązek. Zobowiązanie w stosunku do czytelników i samego siebie.
    Teraz faktycznie masz dużo tego tu i teraz, to i priorytety inne. Potrzeby też. To może wyłącz sferę obowiązku blogowania, a zostaw sobie tylko tę część przyjemnościowo terapeutyczną? Tym razem naprawdę tylko dla siebie. W dłuższych przerwach będziemy tęsknić ale i tak zrozumiemy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Pies w Swetrze: Czyli nie tylko ja tak mam, że w necie jestem "wersją de lux"? To w sumie pocieszające :)

      Chyba tak właśnie zrobię, jak piszesz. Wrócę do pisania "dla siebie". Choć dla Was to może być dość nudne, obawiam się :)

      Usuń
    2. Zniesiemy z godnością ;)
      Blog jest Twój, jest dla Ciebie i przede wszystkim Tobie ma służyć. My - to efekt uboczny:)

      Usuń
    3. Aaa... i obojętne czy występujemy w wersji saute czy de lux - każda wersja jest prawdziwa i nie ma potrzeby rozważania, która bardziej :)

      Usuń
    4. A na to bym w sumie nie wpadła... ale rzeczywiście, masz rację! :)

      Usuń
  3. Dylemat, kim jesteśmy - czy tymi, za których się uważamy, czy tymi, za których uważają nas inni - jest dość stary. Nie pamiętam w tym momencie, który z filozofów go poruszył po raz pierwszy :)

    Nie nazwałabym Synafii oszustwem. To uspokojona wersja Ciebie, taka "po liftingu" :) Trafnie nazywasz ją [bloga] terapią, bo na tym właśnie terapie m.in. polegają - by poukładać myśli, nazwać uczucia i zwjawiska. Odwołując się do językoznawstwa - słowa mają moc sprawczą. Dopóki czegoś nie nazwiemy, to tego nie ma.

    Tak, jak Ci pisałam w mailu - jeśli znikniesz, będę za Tobą bardzo tęskniła i myślę, że nie tylko ja. Ale to Twój blog, a my jesteśmy tylko jego obserwatorami. Będziemy tu na Ciebie cierpliwie czekać.
    Ściskam i macham skrzydłem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella: Dla mnie nie jesteście tylko obserwatorami. Po tylu latach pisania czuję się z Wami zżyta w ten dziwny, blogowy sposób :) Ten blog to takie mejsce spotakania z Wami, rozmowy, wymiany dobrej energii :) Dlatego bardzo by mi było żal tak zupełnie odchodzić.

      Dzięki za zrozumienie i wsparcie :)

      Usuń
  4. Dla mnie Martą jesteś od lat.. ;))

    I wiesz, miałam na niemieckim ostatnio napisać wypracowanie - kto jest moim bohaterem współczesnych czasów.
    Napisalam o pewnej Marcie ..;))

    Pisz dalej. Jesteś inspirująca i niezwykła :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @J: No wiesz, teraz to mnie wryło w ziemię, serio. J., jesteś przekochana, a ja naprawdę nie zasługuję na tyle dobrych słów.

      Ściskam Cię mocno mocno! I dziękuję! :*

      Usuń
  5. Kiedyś określiłaś mi Synafię jako wersję de lux samej siebie.

    Nie zgadzam się. Synafia i Marta to ta sama osoba. Jedna i druga jest wrażliwa, mądra i refleksyjna. Jedna i druga myśli, a myśl analizuje i wyraża. Tyle tylko, że jedna jest obdarzona ciałem, a druga piórem. Jednej ciało jeździ po korytarzu na biurowym krześle, a drugiej pióro krąży pomiędzy myślami własnymi Marty i wielu stałych czytelników.

    Marta dla myśli powstałej i zanalizowanej ma proste narzędzie do szybkiego wyrażania w postaci ciała z rubasznym choćby nawet językiem.
    Synafia ma trudne narzędzie w postaci pióra. Słowo pisane piórem wymusza analizę podwójną - nad myślą i literą, a ta często cenzuruje rubaszność.

    Jesteście tym samym. Uważam serio, że nie ma Marty nie-de-lux :)

    Odpocznij, jak potrzebujesz. A jak zechcesz, to poświruj Synafią se i nam po swojemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ania Skoworone: Ty znałaś Martę zanim poznałaś Synafię ;) I ile lat temu ją poznałaś! Twoje zdanie bardzo się dla mnie w tej kwestii liczy. Tak więc - dzięki! Dodałaś mi otuchy :)

      Usuń
    2. Ile? Dwadzieścia jeden :)
      Przyjemności Synafio.

      Usuń
    3. Dwadzieście jeden? Nie no, czekaj, ja miałam ze 14 lat wtedy, a Ty 15? To chyba 19 lat temu ;)

      Usuń
    4. Myślałam, że 1994, zmusiłaś mnie do liczenia. Szłam do drugiej klasy. Czyli 1995. To było dwadzieścia lat temu!

      Usuń
    5. Czekaj, to ja szłam do ósmej klasy podstawówki wtedy?

      Usuń
    6. Tak. Ty do ósmej, Agnieszka do pierwszej, a ja do drugiej. Tak.
      Alusia ma te wakacje opowiedziane, a próby ciemnego chodzenia po wielokroć powtórzone. Działa doskonale niezależnie od internetu, kolorowej telewizji i szukania wody na Marsie :)

      Usuń
    7. To były chyba najlepsze wakacje mojego życia :)

      Usuń
    8. Mojego też :)
      I patrz, 20 lat później.. szkoda, że nie wpadłyśmy na pomysł, żeby się tam znów spotkać. We trzy... Z kawą tylko trafiłyśmy. We dwie.

      Usuń
    9. A we trzy się już nie spotkamy :(

      Przynajmniej nie po tej stronie...

      Usuń
  6. PS. Jak oceniasz Alice Munro? Pamiętam, że kiedyś wspólnie chwaliłyśmy tu Doris Lessing, którą wielbię nad wszystko. A Munro przeczytałam jedną książkę, którą wspominam źle. Polecasz coś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem, że nie do mnie to bylo, ale pierwszy raz czytam, że ktoś źle wspomina Munro? Która książka Ci tak podpadła? Czytałam wszystko, co wyszło po polsku i bardzo jestem ciekawa :) Sama najniżej oceniam chyba Księzyce Jowisza, co nie znaczy, że to zła ksiażka :)

      Usuń
    2. "Dziewczęta i kobiety". Zastrzegam jednak, że swoje niepodobanie chętnie skonfrontuję z czyimś podobaniem i w razie czego - zmienię :)

      Usuń
    3. Ja lubię Munro. Jest w niej coś, co doceniam też w Lessing - takie czułe, choć bez niepotrzebnego rozrzewniania się, pochylenie nad prostym, ludzkim doświadczeniem. I dostrzeżenie w tym doświadczeniu całego świata. Nie wiem, czy dobrze umiem to opisać... A która to książka, która Ci się nie podobała, Ania?

      Usuń
    4. O, odpowiedziałyśmy w tym samym momencie ;)

      Napisz, jakie miałaś odczucia, co? I co Ci się nie podobało? Zmieniać swojego niepodobania przecież nie musisz wcale :)

      Usuń
    5. Trochę mi trudno, bo tę książkę przeczytałam ze dwa lata temu i nie bardzo pamiętam. Powiem tak: była nudna, co jestem w stanie przetrwać pod warunkiem, że ta nuda zmusi mnie do refleksji. Munro zmusiła mnie do refleksji nad komisją noblowską i komisji decyzją o uhonorowaniu prozy, która nie przyniosła mi grama świeżej myśli. Pamiętam, że wydawała mi się taką banalną obroną kobiet, dość prostacką... U Lessing nie ma obrony. Są ostro pokazane postawy, charaktery, które mnie przekonują niezależnie od wysokości geograficznej. Munro opisała postawy prostsze i nachalnie kazała mi uznać, że te kobiety niesłusznie miały w życiu ciężko. I to wszystko w rozwleczonej formie.
      Powtórzę jednak, że może miałam zły nastrój na tę książkę? Wrócę do Munro. Rzućcie tylko tylko tytuł :)

      Usuń
  7. Dziewczęta i kobiety to faktycznie nie jest szczyt mozliwości Munro ;) Gdybym miała wybrać ulubioną Munro to chyba byłby tom - Zbyt wiele szczęścia, a może Taniec szczęśliwych cieni... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ania Skowrone: A czytałaś Zadie Smith?

      Usuń
    2. Bo jak nie to zacznij od Białych zębów a potem O pięknie :P:P Uwielbiam Zadie :P

      Usuń
  8. Synafio, czytam znad małego mlekopija, nowej członkini naszej rodziny i mleko mi kwaśnieje na te pogłoski o porzucaniu bloga. Synafia nie jest przekłamaną rzeczywistością, tylko alternatywną. Niech Cię rozbieżności więc nie frustrują. Mam cichą nadzieję, że nie opuścisz tej rzeczywistości...

    A że wtrącę też 3 grosze do wątku literackiego: Munro dla mnie pisze ciągle jedną i tę samą książkę. Przyjemną, ale Nobla nie rozumiem. Po przeczytaniu kilku jej książek nie pamiętam, co było w której. Lessing to zupełnie inna (wyższa) półka. A Zadie Smith polecam gorąco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Linka: No tym kwaśniejącym mlekiem to mnie poważnie postawiłaś do pionu! No przecież nie chcę dziecku psuć obiadu :)

      Gratulacje i uściski dla całej powiększonej rodziny :)

      A z tych trzech autorek Zadie jest zdecydowanie moją najulubieńszą.

      Usuń
    2. A wiesz, że tak sie spodziewałam... Zadie jest bardzo wyrozumiała dla swoich bohaterów :) Munro jest staroświecko mądra, a Lessing jest taka surowa i zdystansowana.
      Ja lubię entuzjazm Zadie i jej żywiołowość,ale najblizej mi do Munro, z nią czuję się jak u siebie i nie gubię metafor ;))

      Usuń
  9. O to to Munro jakby pisała wciąż te sama książkę. Zadi jest błyskotliwa nawet kiedy ciska bolesną prawdą

    Synafio nikt nie jest robotem wielozadaniowym. Jak robi się jedno to drugie zaniedbane leży. A ty prawdziwa jesteś. Nie dzielisz niepotrzebnie włosa na czworo��
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  10. No przeciez nie piszesz tego wszystkiego, zeby stworzyc internetowa kalke Marty, prawda? Pisze sie o tym, co gniecie w srodku, co cieszy, albo smuci, cos co chce sie powiedziec, "musze, bo sie udusze" :) I tyle.
    I to na 100% jest prawdziwe.
    Nie przejmuj sie nami. Nic na sile. A jak Ci sie kiedys zachce cos napisac - to napiszesz :) I tyle.
    Buziaki!!!!

    OdpowiedzUsuń